piątek, 13 stycznia 2017

Rozdział 25

 - Mam cię zabić, czy zabić? - spytała zamiast powitania Ahsoka, gdy tylko Lux przekroczył próg apartamentu
- A z jakiej to znowu okazji? Moja trumna w końcu dotarła? - uśmiechnął się chłopak i nie zważając na mordercze spojrzenie dziewczyny usiadł na kanapie – a zapomniałem. Przecież ona jest tu już dawno, w tajnej skrytce pod twoją szafą.
- Strasznie śmieszne, paplo przebrzydła
- Co, że ja paplą niby jestem? - Bonteri zrobił teatralnie zdziwioną minę
- Nie, oczywiście, ze nie – głos Soki ociekał sarkazmem
- No właśnie – wyszczerzył się jak idiota. Albo to była naturalna cecha w pakiecie z jego głupotą. Czasem ciężko było rozróżnić czy to naturalny idiotyzm, czy zgrywanie się
- Więc nie masz zielonego pojęcia skąd wziął się tutaj Anakin dzisiaj? - prychnęła togrutanka nadal zabijając go wzrokiem
- Nie? I przestań tak na mnie patrzeć bo się zawstydzę – trzeba było przyznać temu kluskowi, że ostatnio coraz lepiej radził sobie w przekomarzaniach i kłótniach. Ale przecież nikt nie pokona w tym Ahsoki Tano.
- Weź już daj sobie spokój, naprawdę musisz rozmawiać o moim życiu z każdą napotkaną osobą? - mruknęła dawna Jedi zaprzestając uśmiercania wszystkiego wokół wzrokiem.
- Nie rozmawiam o twoim życiu z każdym. Tylko z większością ludzi – uśmiechnął się kretyńsko kotlet, ale po chwili spoważniał – Po prostu się o ciebie martwię ok?
- Gadasz jak Anakin – westchnęła nastolatka gwałtownie opadając na oparcie kanapy - Czemu nie mogę mieć prostego i łatwego życia, bez sithów, wojny, nadopiekuńczego ex mistrza i wnerwiającego chłopaka.
- Bo wtedy nie byłabyś sobą Soka. Świat, ludzie, których spotykamy, czasy – one nas kształtują. I musimy z tym żyć – zaczął filozofować Lux, obejmując dziewczynę ramieniem
- Gadasz jak mistrz Yoda tylko bez przestawiania słów – uśmiechnęła się pod nosem dawna Jedi wtulając się w niego
- Przestawiać słowa zacząć mogę również – zaśmiał się Bonteri. Złapał jej podbródek w dwa palce i unisł do góry. Spojrzał jej głęboko w oczy i na chwilę się zawiesił
- Lepiej nie. Nie jestem pewna czy galaktyka by to zniosła – zaśmiała się togrutanka przywracając senatora do rzeczywistości
- Jasne. A teraz zmykaj i idź się szykować na tą waszą misję, wyprawę, poszukiwania, czy jak to tam chcecie nazywać. Już. Sio – cmoknął ją w usta i wstał z kanapy
- Nie powiedziałam że się gdzieś wybieram – również nastolatka się podniosła
- A ktoś cię tu pyta o zdanie? Bo ja nie – wytknął jej język i momentalnie poczuł na swoim ramieniu pięść dziewczyny. Aua – A tak na serio to cię znam. Od początku miałaś zamiar pojechać. Wyrwać się stąd. Jesteś Jedi i działanie jest w twojej naturze, nawet jeżeli teoretycznie nie powinno być. Nie nadajesz się do spokojnego życia moja droga
- Teraz to zaczynam się ciebie bać – Soka teatralnie odsunęła się od kotletowego senatora – kim ty jesteś i co zrobiłeś z Luksem? On w życiu by nie powiedział względnie mądrej rzeczy – teraz to ona dostała w ramię. Oczywiście prawie nic nie poczuła.
- Zdziwiłabyś się. Jestem bardzo mądry. Mama kazała mi chodzić na filozofię i parę innych dziwnych rzeczy
- Tylko nic z tego nie pamiętasz, bo twój orzeszkowy mózg nie jest w stanie ogarnąć nic poza kotletami – wcięła mu cię togrutanka
- Dobra koniec rozmowy, bo papierkowa robota się sama nie zrobi – powiedział Bonteri podnosząc ręce w górę na znak poddania się. Ahsoka Tano miała jak na razie pozostać mistrzem wyzwisk
- Hmm… - teatralnie podrapała się po brodzie udając zamyśloną togrutanka – Tym razem niech ci będzie.
- No. A teraz zmykaj, i zachowuj się cicho jak byś miała się kłócić o coś z Barriss i Ventress, bo mam naprawdę ważne dokumenty do uzupełnienia, ok? - pocałował dziewczynę delikatnie senator i popchnął ją w stronę jej pokoju, a sam odwrócił się i ruszył w kierunku swojego biura psychicznie przygotowując się na stertę bezsensownych dokumentów, którymi musiał się dodatkowo zajmować z okazji pokonania Palpatina, zakończenia wojny i tak dalej.

***

Dathomirianka i milirianka były właśnie w trakcie sprzeczania się o kolejną bezsensowną głupotę (BFF forever XD) gdy zapikał komunikator Assaj. Po chwili ukazał się hologram siedzącej Ahsoki.
- Cześć wam – machnęła im na przywitanie
- Hej? - odmachała jej Barriss
- W końcu mózg ci wrócił? - zapytała wiedźma nie zawracając sobie głowy powitaniami
- Nie wiem jak z twoim, ale mój cały czas był na swoim miejscu – odpowiedziała grzecznie Tano mistrzyni ripost forever
- Nie sądzę – mruknęła pod nosem, a togrutanka puściła to mimo uszu – Zdecydowałaś się? Polecisz z nami?
- A mam wybór? Sama nas w to wplątałam – wzruszyła ramionami dawna Jedi
- Wiesz, teoretycznie, gdyby nie to „wplątanie” to galaktyka byłaby pod władzą sithów, więc… - zaczęła Offe, ale przerwała widząc spojrzenie czarownicy – już jestem cicho.
- Więc jutro wylatujemy i tak dalej, o 6.00 na lądowisku na 154 poziomie (nie mam pojęcia, czy takie coś w ogóle istnieje, bo nie chce mi się sprawdzać lądowisk na Coruscant i tak dalej, ale ciiii). Jakieś obiektywne sugestie co do tego gdzie lecimy, czy po prostu tam gdzie wszyscy? - Była sithanka oparła się o ścianę i zaczęła przyglądać swoim paznokciom.
- Co to znaczy tam gdzie wszyscy? - spytała Ahsoka bawiąc się palcami. Oczywiście wiedziała. Jej chłopak był senatorem, znała wszystkie informacje o podziemiu zanim jeszcze dowiadywały się jej przyjaciółki. Widząc jej oczywistą minę siostra nocy spojrzała na sufit i westchnęła:
- Przynajniej na Mustafar jest ciepło…
- I bardzo mnie to urządza – mrukneła Tano – Oby trop tam tylko się zaczynał i prowadził gdzieś dalej. Nie uśmiecha mi się życie wśród lawy - i zakończyła połączenie, zanim Barriss zdążyła dodać, że przecież nie spędzą tam wieczności.

***

- Padmeee – mruknął Anakin przytulając od tyłu swoją żonę stojącą przy kołyskach dzieci
- Tak? - odwróciła się do niego senatorka
- Czy byłabyś bardzo zła, gdybym jednak zostawił dzieci z opiekunką na czas nieokreślony? - Skywalker przymknął oczy przygotowując się na wybuch bomby atomowej, jednak ten ku jego zdziwieniu nie nastąpił
- Chcesz polecieć z Ahsoką i resztą gromadki na poszukiwanie Palpatina? - domyśliła się dawna królowa patrząc na męża smutnym wzrokiem
- Tak jakby. Wciąż czuję się odpowiedzialny za Sokę, poza tym od początku to mnie chciał Sidius i…
- Wiem – przerwała mu wywód kobieta – i podejrzewałam, że będziesz chciał z nią polecieć. Moja matka przyjedzie za dwa dni, by zająć się dziećmi. - uśmiechnęła się posępnie
- Dziękuję – mężczyzna pocałował małżonkę w usta i chciał się odwrócić, ale złapała go za nadgarstek.
- Wróć żywy, dobrze? I dopilnuj żeby reszta też przeżyła. Obiecaj – oczy Padme mogły przekonać byłego Jedi do złożenia nawet najpotężniejszej możliwej przysięgi
- Obiecuję. Wróce do ciebie i do dzieci. I Ahsoka też. I Barriss i Ventress – odwrócił się i poszedł do sypialni przygotować się do drogi. I przede wszystkim wyciągnąć swój miecz, który chwała Mocy mistrz Yoda mu zostawił.


_______________________________________________

Hejo wszystkim! Długo mnie tu nie było, ale w końcu powracam!
I chyba naczytałam się za dużo fanfików o Malecu. I jeszcze za dużo gapiłam się koleżance przez ramię. Bo to jakieś dziwne jest. No ale życie.
Ogłaszam, że nic tak nie dodaje weny jak konwenty. Serio. W poniedziałek miałam taką wenę, że mnie prawie rozsadziło, a nie miałam jak pisać. Smuteczek. No ale najadłam się dzisiaj żelków i wykrzesałam jej resztki co mi nie uciekły.
No a za 22 dni Piraci! A za 32 Shadowhunters 2b! :P
No i oczywiście za 200 ileś Ostatni Jedi, nie chce mis ie sprawdzać ile dokładnie :P

I poza tym dzisiaj Dzień Gwiezdnych Wojen, który już się kończy, ale nie moja wina, że wena przychodzi o dziwnych godzinach.

Dedyk dla:
Czarnego Kruka

NMBZW!!! I

 Znalezione obrazy dla zapytania may the 4 be with you