czwartek, 18 lutego 2016

Rozdział 10

Ahsoka wstała około 9:30, obudzona waleniem do drzwi senatora.
- Wpuść mnie, muszę się ubrać! - Odezwał się głos Luksa.
- O, jeszcze nie jesteś na senatorskiej paplaninie? - Spytała półśpiąca togrutanka.
- Kobieto, pukam tu od godziny! Już dawno jestem spóźniony! WPUSZCZAJ MNIE!  - Warknął.
- Nie wpuszczę cię tu. Ubierz coś z poprzedniego sezonu, modnisiu. - Zakończyła temat dziewczyna.
- No ej! Na serio, muszę się ubrać w coś sensownego! Proszę! - Senator zrobił minę kota w butach ze Shreka.(kit, że oni nie znają Shreka. Minę mają) 
- Robienie min przez drzwi nie daje za wiele. Przecież jej nie widzę. - Pouczyła go Tano.
- A skąd wiesz, że zrobiłem minę? - Zaciekawił się Bonteri.
- Masz 10 sekund - Odpowiedziała mu Ahsoka otwierając drzwi Mocą.
Senator wbiegł do środka jak oparzony  i porwał plątliwe ciuchy.
- No ale skąd wiesz o moich minach? - Uparcie pytał chłopak.
- A od czego jest Moc? W ogóle nie ukrywasz emocji i dość łatwo zajrzeć ci do głowy, gdzie zresztą panują wielkie pustki. - Odpowiedziała ze śmiechem Ahsoka zamykając drzwi. - A tak w ogóle, to pięknie wyglądasz w tej piżamce w kotlety.
-  To nie są kotlety!!! To wzór, który wymyśliła i praktykowała moja rodzina! Zaczęła moja babcia Meganova, a ja do dziś utrzymuję rodzinną tradycję.
- Super babcia? Pasuje do ciebie. A teraz spadaj mi na senatorską paplaninę. - Powiedziała wstając z łóżka.
- Nienawidzę cię. - odparł Lux po czym  udał się na radę senatorów. ( Oczywiście najpierw poszedł się ubrać, Bo wielu senatorów faktycznie mogłoby uznać pradawny wzór babci Meganovy za kotlety mielone). 
-  I tak mnie uwielbiasz, modnisiu. - Zawołała za nim Ahsoka kładąc się z powrotem do łóżka. 
*** 
- Wstawaj Anakinie! - Rozległ się głos Obi-Wana.
- A muszę? - Mruknął Skywalker otwierając oczy.
- Dobrze wiesz, że tak. A teraz wstawaj śpiąca królewno. - Odpowiedział mu Kenobi.
- Ehh. Nienawidzę tej głupiej paplaniny. Siedzimy tu trzeci dzień, mimo, że Onderon i tak praktycznie jest w Republice. - Zaczął narzekać Wybraniec wstając.
- Dobrze wiesz jakie są formalności. I wiesz, że i tak będziemy tu tylko tydzień. Po za tym spotkałeś się z Ahsoką. - Powiedział mu Stejwończyk.
- A ona nie chciała ze mną rozmawiać. - Mruknął młodszy Jedi.
- Ale przynajmniej się z nią zobaczyłeś. A teraz wstawaj, za 15 minut rozpoczynają się negocjacje. - Powiedział starszy Jedi wychodząc. (Anakin obudził się o 8:45, jakby co)
- Aha. Jasne. - Ankin wstał z łóżka i zaczął rozmyślać  Ahsoce. Ona zawsze wiedziała jak go zaniepokoić. No i łaziła po mieście z senatorem, a to nie było dla niej normalne zachowanie. I jeszcze powiedziała mu, że ukradła sypialnię, groziła komuś wybiciem zębów i upieczeniem na zielono, o cokolwiek mogło jej chodzić i jeszcze pobiła senatora, zapewne Luksa Bonteri. To mu akurat nie przeszkadzało, niech go sobie bije ile chce, on ma się nie przystawiać do Ahsoki. Najchętniej to by sobie z tym senatorem poważnie porozmawiał, ale to nie wyglądało by zbyt dobrze, szczególnie, że w temacie Ahsoki łatwo go było wyprowadzić z równowagi. Westchnął i zaczął się ubierać.
***
Około 12:00 Ahsoka wstała i się ubrała. Nie miała za bardzo  co robić, bo Lux i Anakin byli na bezsensownym spotkaniu, na które nie miała zamiaru iść. Nie mogła oglądać telewizji, bo w Star Wars nie ma telewizorów (Tak... to trochę bez sensu, ale co tam) , Więc postanowiła przejść się po mieście. 
Szła od15 minut bocznymi uliczkami, przeglądając ubrania na wystawach Onderońskich (dziwnie to brzmi) sklepów. Po obrabowaniu nieco portfela Luksa kupiła sobie spory zapas normalnych ciuchów, ale ona i tak NIE jest modnisią. Przy jednym ze sklepów zauważyła dziwną postać. Była niepokojąco niska, a jej aura mocy była bardzo duża. Tano na drżących kolanach schowała się za rogiem jakiegoś sklepu spożywczego.
- ... dzisiejsza konferencja. Nadal są tam jacyś Jedi, dlatego bądź... - Wysoki człowiek w kapturze (który mówił do niskiego człowieka w kapturze) przerwał i spojrzał w stronę sklepu spożywczego. 
- No to mam przechlapane. - pomyślała togrutanka i zaczęła uciekać w stronę budynku Senatu, ale na tyle cicho i spokojnie, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Niska postać zwiększyła się i zaczęła skradać się za Ahsoką. Tano zobaczyła, że osoba , która zdawała się mieć metr trzydzieści wzrostu jest o wiele wyższa, bo wcześniej klęczała. 
- Dobra. Wpadam do Senatu przez okno, nikt mnie nie widzi, ale ja widzę , co robi gostek w kapturze. - obmyśliła plan dziewczyna.
Spojrzała za siebie. Zakapturzona postać zmierzała ku budynkowi Senatu.  Była padawanka Anakina przyspieszyła i wdrapała się na okno sali konferencyjnej. Wspięła się aż na najwyższą okiennicę  (Nie miałam lepszych synonimów) i spojrzała z góry na przebieg bezsensownej paplaniny. Widziała Anakina, Obi-Wana i Luksa, ale ani śladu człowieka w kapturze. 
- Dlatego przyłączenie Onderonu jest zdecydowanie doskonałym pomysłem - Kończył właśnie swoją wypowiedź jakiś mega gruby senator, gdy nagle w sali obok rozległ się dźwięk wybuchu, a do zajmowanej przez polityków  hali wleciał dym. Straż ogłosiła alarm i wszyscy senatorowie wybiegli z pomieszczenia. Ahsoka już miała wyskoczyć przez okno, gdy zdała sobie sprawę, że ktoś CHCIAŁ, żeby w sali było pusto. I jak na zawołanie do pomieszczenia wmaszerował ,,Kaptur". Zaczął gorączkowo grzebać w biurku , gdzie politycy gromadzili swoje najważniejsze dokumenty, a w panice nikt ich z tamtąd nie wyniósł. Nagle tajemniczy osobnik wyciągnął coś z biurka i uciekł, a togrutanka nawet nie drgnęła. Nie zapobiegła skradzeniu jakiegoś ważnego przedmiotu...
- Świetnie. Już raz zawaliłam. Wracam do willi, bo mnie Lux zabije.

20 minut później Tano była już w domu Bonteriego. Była dokładnie minutę szybciej niż chłopak, więc miała szczęście.
- Wróciłem! - Krzyknął Lux w progu.
- Super. - Ahsoka starała się , by to zabrzmiało jak zwykle: złośliwie, ale nie mogła ukryć napięcia.
- Dobra. Co jest? - Spytał senator (ludzie, można się zasenatorować).
- A co ma być? 
- Przecież widzę. Jest już gotowy obiad, to pogadamy.
- Uparta z ciebie modnisia, kotlecie.
- Sama jesteś uparta, a teraz mi wszystko ładnie powiesz. - Bonteri pociągnął ją w stronę jadalni.
- Znowu przesłuchanie? Żądam prawnika, inaczej nie odpowiem na żadne pytanie. - Tano teatralnie zadarła nos i usiadła przy stole.

_________________________________________________________

Marzenia ściętych głów się spełniają. ;) Kolejny rozdział w tygodniu, znów pisany z Magdą i jej specyficznym poczuciem humoru. Taak, nikt nie chce wiedzieć, co tu były za pomysły. XD
Właściwie, to znaczną większość rozdziału napisałam ja. 
Cicho siedź! Ty sama wymyśliłaś kotlety i trzecią część! I jeszcze musiałam poprawiać po tobie.
Ja tylko chciałam żyć.
Daj sobie spokój Madzia i się nie wtrącaj. To mój blog.
 Dedyk dla: 
Soni

NMBZW!!!

środa, 17 lutego 2016

Rozdział 9

- A teraz mi wszystko wyjaśnij. - Powiedział Lux do Ahsoki, gdy wrócili do jego willi.(przypuśćmy, że tam właśnie mieszkał [wiadomość od Magdy]). 
- A co mam ci wyjaśnić? - Spytała, wciąż roztrzęsiona po spotkaniu z Anakinem, Ahsoka.
- Wszystko. - Odpowiedział senator.
- No dobra. Tak więc, urodziłam się w 36 BBY (wiem, że oni nie wiedzą o bitwie o Yavin, ale lepszej chronologii nie ma), Trafiłam do Zakonu w wieku 3 lat,  lubię żelki, a aktualnie wkurza mnie pewien senatorek... - Zaczęła mówić Tano.
- Dzięki za informację, a teraz opowiedz mi o tym co się działo po twoim odejściu z Zakonu, ok? - Poprosił (czytaj ZAGROZIŁ [znowu wiadomość od Magdy]) Bonteri.
- Nic szczególnego -  Powiedziała - Poszłam do Padme, żeby pomogła mi się z tond wydostać. Kiedy czekałam aż wyleci ta bezsensowna misja, to poszłam do Ventress. Padme powiedziała mi, że Barriss ma wyrok śmierci, więc przekradłam się do więzienia i pomogłam jej uciec. Jak miałam odlecieć, to Ventress dała mi moje miecze, więc nie próbuj mi grozić, bo oprócz stracenia wszystkich zębów, mogę cię trochę podsmażyć na zielono moimi mieczami. I to nie jest sarkazm, drogi człowieku. (Magda) Jak tu leciałam, to Anakin omal mnie nie znalazł, ale na szczęście przyszedł Obi-Wan i go czymś tam zajął. Jak tu przyleciałam, to chciałam żebyś zszedł na zawał serca, ale masz głupie ciuchy z tegorocznego sezonu. Modnisia się znalazła. (Magda) No, a potem, z powodu braku normalnych ubrań damskich w twojej szafie modnisiu, musiałam łazić w sukience. (to akurat ja) No i to by tak mniej więcej wyglądało. - Opowiedziała wszystko dziewczyna.
- Po pierwsze: CZY TY MASZ POJĘCIE, CZYM GROZI POMOC PRZESTĘPCY?! Po drugie: jak szukasz modnisi, to spójrz na siebie. Po trzecie: aha, ok. - Wypowiedział wybitnie mądre stwierdzenie Lux (Magda). 
- Patrzę i widzę normalne ubrania modnisiu. - Zaśmiała się togrutanka.
- A chcesz zobaczyć mój blaster? - Spytał.
- Nie mam dzisiaj czasu. Może jutro? - Odpowiedziała Tano teatralnie ziewając.
- Kobieto jest jakaś 17! Ty już idziesz spać?! 
- Bo nie chcę spać na podłodze. Oficjalnie wyganiam cię z twojego łóżka na moją korzyść. Spadaj do szafy albo na dywan, tylko nie u mnie! - Wydarła się Ahsoka i wspomagając się Mocą pobiegła do sypialni senatora i zatrzasnęła do niego drzwi.
- Ej! To mój pokój! - Wrzasnął za nią Bonteri.
- Już nie! - Odkrzyknęła mu dziewczyna.
- W końcu będziesz musiała wyjść, na przykład żeby się umyć.
 - Dla Ahsoki Tano nie ma rzeczy niemożliwych i spania na podłodze, modnisiu.
- To jak zamierzasz pójść do łazienki?
- A od czego są okna i mega wąskie parapety, na tyle, że bez Mocy nie przejdziesz? 
- Ehh. Nienawidzę cię. - Mruknął zrezygnowany Lux i poszedł po śpiwór.
- Ta, jasne. I tak mnie kochasz. - Odezwał się głos z łazienki.
- Jak ty tam wlazłaś?
- Nie przeszkadzaj mi, myję się. I mówiłam, że po tych parapetach jakoś da się przejść. I NIE próbuj kombinować, bo masz to jak w banku, że twoja buźka nie będzie już wyglądać tak pięknie, modnisiu.

Piętnaście minut później Ahsoka weszła do okupowanego przez siebie pokoju. Wciąż myślała o tym, co wydarzyło się dziś, gdy wracała z zakupów (nawiasem mówiąc kupiła sobie również piżamę) , i bardzo chciała się spotkać z Anakinem ponownie. Wreszcie wymyśliła, że skorzysta z rad mistrza Yody , i skontaktuje się z rycerzykiem telepatycznie. Po dłuższej chwili coś poczuła.
- Anakin? - Spytała.
- Jak mnie znalazłaś? - Usłyszała głos Skywalkera.
- Coś tam jeszcze pamiętam z lekcji Jedi, aż tak zacofana to nie jestem.
- Ale ubierasz się w fioletowe ciuchy i chodzisz po mieście z jakimś senatorem.- Pomyślał (dziwnie to brzmi, ale załóżmy że oni nie gadają podczas telepatii) Skywalker.
- Tak konkretniej , to to były niebieskie ciuchy, i na poważnie: musimy pogadać.
- No raczej - Odezwał się wybraniec, ale w jego głosie słychać było napięcie.
- Pytaj... - Pomyślała lekko zdenerwowana Ahsoka.
- Co robisz na Onderonie? I gdzie ty w ogóle jesteś? Po co tu przyjechałaś i dlaczego nie chcesz wrócić do zakonu? - Spytał rycerz Jedi.
Wszystkie te pytania łączyły się z Luksem, czyli z problemem.
- Jestem na Onderonie, ale to już nie twoja sprawa. Tak samo nie interesuj się, gdzie konkretnie jestem, bo ci nie powiem. A Zakon... to nie jest już moja rodzina. Na prawdę nie widzisz tego, że się zmienili? Już mnie tam nie chcą. Zapraszają mnie tam tylko po to, żeby pokazać światu, jacy to są dobrzy i łaskawi.
- Z tobą to się nigdy nie dogadam. - Westchnął zrezygnowany Anakin - Mam tylko nadzieję, że jesteś bezpieczna i wiesz co robisz.
- Spoko. (Czy togrutanie używają wyrazów typu ,,Spoko" ?) Nie martw się. Ukradłam dzisiaj jedną sypialnię, groziłam komuś upieczeniem na zielono i wybiciem zębów, pobiłam senatora, ale tak ogólnie to byłam grzeczna, mamusiu.- Zakończyła połączenie Ahsoka, po czym udała się na kolację do Luksa, oczywiście wychodząc przez okno.

______________________________________________________________

Tadam!  Marzenie ściętych głów się spełniło! Z pomocą Magdy udało mi się napisać rozdział. No tak właściwie to ona napisała drugą część i pomagała w pierwszej. I nie chciało nam się pisać opisów do dialogów. Ale i tak się cieszcie. Mam nadzieję że uda mi się napisać kolejny rozdział na sobotę.
Dedyk dla:
White Angel

NMBZW!!!

sobota, 13 lutego 2016

Rozdział 8

- Ale muszę iść? - Marudził Lux, gdy Ahsoka ciągnęła go do drzwi.
- Tak musisz. I nie marudź. - Odpowiedziała mu Tano wyciągając go na zewnątrz. Gdy jej się to udało, skierowała się w stronę głównej ulicy handlowej  na Onderonie.
- Wszyscy się na nas gapią. - Cały czas marudził Bonteri.
- Jak bym nie musiała cię ciągnąć, to by się nie gapili. - Powiedziała mu zirytowana dziewczyna.
- I tak by się gapili. Jesteś togrutanką, a na Onderonie nie widuje się codziennie togrutan. Mogliśmy chociaż pójść boczną uliczką, a nie pchać się główną. - Nie przestawał jojczeć chłopak, ale przestał stawiać opór.
- To, że byłam na Onderonie, nie znaczy, że znam rozkład miasta na pamięć, więc nie gadaj, bo sam mogłeś prowadzić. A teraz cicho siedź. - Ucięła  rozmowę togrutanka. Po pięciu minutach stanęli przed sporym sklepem z ubraniami.
- O. Tu może znajdzie się coś normalnego. - Stwierdziła Ahsoka.
- A nie wolisz tam. - Uśmiechnął się niewinnie senator wskazując na drugą stronę ulicy, gdzie znajdował się sklep z sukienkami.
- Nie. I jeśli jeszcze raz powiesz mi coś o sukienkach... - Zaczęła Tano.
- Ja nic nie mówiłem. - Przerwał jej Lux.
- To będę siedziała w tym sklepie jeszcze dłużej, mimo, że nienawidzę kupowania ciuchów. - Dokończyła groźbę dziewczyna nie zwracając uwagi na chłopaka.

- Długo jeszcze? - Spytał Ahsokę Bonteri.
- Lux, jesteśmy tu od jakiś siedmiu minut. Daj sobie spokój. - Poprosiła togrutanka, przeglądając wieszak z bluzkami.
- Nie dam. Denerwowanie cię jest za fajne. Długo jeszcze? - Odpowiedział chłopak szeroko się uśmiechając.
- Nie szczerz się tak, bo ci wszystkie zęby wybiję. - Zagroziła mu pięścią Tano.
- Nie zrobisz tego. Mam za ładną buźkę, żebyś dała radę. - Powiedział senator cały czas szeroko się uśmiechając.
- Nic nie wykluczam nic nie potwierdzam. - Mruknęła dziewczyna wracając do przeglądania ubrań. Jak ten senatorek ją wkurzał. No i jak tu go nie kochać.
- No to długo jeszcze? - Spytał ponownie Lux.
- Ehh. Wiesz co? O ile to możliwe, jesteś jeszcze bardziej wkurzający niż Barriss. - Powiedziała zdenerwowana togrutanka.
- Barriss Offe? Ta co cię wrobiła? - Spoważniał nagle Bonteri.
- Aha. Nie mówiłam ci, że pomogłam jej uciec? - Odpowiedziała spokojnie Tano.
- Ty co zrobiłaś?! Wiesz czym to grozi?! - Wybuchł chłopak.
- Mniej, więcej wiem. I mam to gdzieś. Po za tym jeszcze w więzieniu z nią o tym rozmawiałam i na nagraniu jest zapisane, że ona mówi, o tym, że ktoś nad nią panował, więc o ile senat potrafi myśleć, to ją uniewinnią i mnie też.  - Stwierdziła utrzymując spokój Ahsoka.
- Aha, cudownie. Później wszystko mi w szczegółach wyjaśnisz, a teraz skończ wreszcie. - Odpowiedział chłopak, próbując się opanować.
- Dobra, chodź, już wybrałam. - Powiedziała ku uldze Luksa dziewczyna. Szybko zapłacili i Ahsoka poszła do jakiejś łazienki się przebrać, gdyż kategorycznie odmówiła noszenia sukienki chociażby chwilkę dłużej. Gdy wyszła chłopakowi opadła szczęka. togrutanka miała na sobie ciemnoniebieskie getry, fioletową bluzkę i błękitną bluzę, co jak dla niego wyglądało cudownie.
- Zamknij buzię, bo ci coś do środka wleci. - Powiedziała mu natychmiast dziewczyna. Od razu dotarło do niego jak głupio musiał wyglądać i zamknął buzię.
- Chodźmy już. Masz dużo rzeczy do opowiedzenia. - Odezwał się Bonteri i wyszedł nie czekając na Ahsokę. Gdy szli, Tano nagle stanęła jak wryta.
- Co jest? - Spytał niepewnie Lux.
- Gdzie tu są tu jakieś boczne uliczki? - Zapytała niespokojnie dziewczyna.
- Tam, a co? - Powiedział senator wskazując, na odnogę ulicy po drugiej stronie.
- Kłopoty. I to duże jak nas znajdą. - Ahsoka pociągnęła go we wskazanym kierunku.
- Co? Ktoś nas goni? Republika cię szuka? - Zaniepokoił się Bonteri, próbując za nią nadążyć.
- Gorzej. Anakin i Obi-Wan tu są. - Powiedziała togrutanka wbiegając w boczną uliczkę, ale po przebiegnięciu kilku metrów stanęła przed nimi pewna postać w szacie Jedi... Anakin. Tano chciała pobiec w drugą stronę, ale drogę zagrodził im Obi-Wan.
- No to cudownie. - Mruknęła dziewczyna.
- No nie przesadzaj. O ile nie jesteś poszukiwana, czy coś, to będzie okej. - Pocieszył ją Lux.
- Czego chcecie mistrzowie Jedi. - Zwróciła się do Anakina. Specjalnie go tak nazwała. Wiedziała, że go to zaboli.

***

Anakin od pewnego czasu bił się z myślami. Czuł, że Ahsoka jest blisko, a do tego od senatora z Onderonu czuć było aurę Ahsoki. Obi-Wan na pewno też to czuł, ale Skywalker nie chciał o tym z nim rozmawiać. Chciał wyjść i znaleźć swojego Smarkusia, a najlepiej sprowadzić ją z powrotem do Zakonu. W końcu postanowił wymknąć się na poszukiwanie Ahsoki. Wyszedł z pokoju, który aktualnie zajmował i skierował się do wyjścia na miasto. Już miał wychodzić, ale przy drzwiach zatrzymał go Obi-Wan.
- Dokąd idziesz Anakinie? - Odezwał się starszy Jedi.
- Znaleźć Ahsokę. I nie próbuj mnie zatrzymywać i wmawiać mi, że tylko mi się wydawało bo i tak pójdę. - Powiedział buntowniczym tonem Skywalker.
- Spokojnie Anakinie, idę z tobą. - Odpowiedział mu Kenobi. Nieco zaskoczony zachowaniem Stejwończyka (tak to się pisze?) Wybraniec, wyszedł na zewnątrz i zamknął oczy. Od razu wyczuł Ahsokę, była gdzieś przy głównej ulicy handlowej. Otworzył oczy i zobaczył, że jego były mistrz również ją wyczuł. Nie czekając na starszego Jedi ruszył w kierunku wskazanym przez Moc. Po pięciu minutach był już na miejscu. Nagle przestał wyczuwać Ahsokę.
- Zorientowała się. - Mruknął Obi-Wan, który zdążył już go dogonić.
- Super. Znając ją, pewnie nie przyjdzie jej do głowy, że w tłumie ludzi trudniej będzie ją znaleźć i pobiegła do jakiejś bocznej uliczki. - Stwierdził Skywalker.
- Jakbyś ty w jej wieku tak się nie zachowywał. - Westchnął Kenobi. - Zdaje mi się, że od tej ulicy jest tylko jedna odnoga.
- No to na co czekamy? Idziemy. - Powiedział Anakin ignorując uwagę byłego mistrza i ruszył w kierunku bocznej ulicy i zaczął skakać by wspiąć się na dach jakiegoś budynku i gonić togrutankę w powietrzu. Za nim pobiegł Obi-Wan, tyle, że wybrał drogę po ziemi. Przecież ulica ma dwie strony, więc Ahsoka zawsze mogła zacząć uciekać, a pościg przez centrum miasta nie był dobrym pomysłem. Po chwili biegu Anakin zeskoczył przed Ahsokę i co go nieco zdziwiło Luksem Bonterim. Za nimi pojawił się Kenobi. Dziewczyna powiedziała coś do senatora, a on jej odpowiedział, po czym togrutanka zwróciła się do niego.
- Czego chcecie mistrzowie Jedi. - Tak powiedziała. Zabolało go to, nie chciał by jego dawna padawanka mówiła do niego jak do kogoś obcego.
- Porozmawiać nie możemy Ahsoka? - Odpowiedział jej.
- A masz mi coś do powiedzenia mistrzu Jedi. - Togrutanka cały czas zwracała się do niego w ten sposób.
- Może mam. Na przykład: nie jesteś już poszukiwana, a Barriss Offe jest uniewinniona. - Powiedział dziewczynie Skywalker. - A teraz moja kolej na pytania. Czemu uciekasz i jak dostałaś się na Onderon?
- Uciekam, bo nie chcę, żeby ktoś o mnie się dowiedział, i chyba wiesz jak dostałam się na Onderon? Przyleciałam statkiem z misją dyplomatyczną, za pozwoleniem senator Amidali. Jeśli to wszystko to już pójdę mistrzu Jedi. Mam swoje sprawy. - Powiedziała na pozór spokojnie Tano, chociaż na kilometr było czuć, że targają nią emocje. Pociągnęła za sobą senatora z Onderonu i zaczęła iść w stronę wyjścia z uliczki. Gdy przechodziła obok Anakin szepnął do niej.
- Smarku, wróć ze mną do Zakonu.
- Nie chcę Rycerzyku, a przynajmniej nie teraz. - Odszepnęła mu Tano i odeszła. Skywalker był zawiedziony, że nie chciała wrócić, ale przynajmniej nazwała go Rycerzykiem. Uśmiechnął się i podszedł do Obi-Wana.
- Jeszcze się z nią spotkamy. - Powiedział do niego starszy Jedi.
- Nie wątpię. - Odpowiedział mu młodszy Jedi i poszli w swoją stronę.

_____________________________________________________

Tadam! Jest rozdział, dostałam dodatkowej weny, więc wydłużyłam końcówkę. Byłby szybciej, ale mój genialny komputer postanowił, że bez ostrzeżenia się wyłączy, bo musi się zaktualizować i skasowało mi prawie pół rozdziału. No ale udało mi się to napisać. A ja mam nareszcie ferie! Może nawet uda mi się w tygodniu wyskrobać rozdział jak dostanę weny. (ta jasne, marzenie ściętej głowy) O ile będę miała czas, bo wymyśliłam sobie wyzwanie czytelnicze na ferie, wszystkie książki Riordana związane z Grecją, czyli z tego co pamiętam 15 książek. Ciekawe czy dam radę. Jutro są Walentynki, a ja jeszcze nie mam one-shota. No cóż będę pisać, może się wyrobię.
Dedyk dla:
Jarael Tano

NMBZW!

sobota, 6 lutego 2016

Rozdział 7

- I jak było? - Spytała Ventress Barriss, gdy ta wróciła.
- Eee. Ok? - Odpowiedziała Offe.
- Dobra, a teraz mów prawdę.
- A okej to nie jest prawda?
- Nie cała. Mów dokładnie jak było.
- A jak nie będę chciała?
- To wezmę wodę.
- Jakie środki persfazji. Dobra, powiem ci. Jak przyszłam przed senat, do stwierdziłam, że pójdę do sądu i jak byłam przed wejściem, to spotkałam Tarkina mendę jedną. (no musiałam;)) A on mi powiedział, że mnie Jedi wzywali, a nie senat i odesłał mnie do Świątyni. No i tam Jedi mnie w ogóle nie pilnowali, co wydawało się nieco dziwne, po tym co zrobiłam, nawet pod wpływem kogoś i jeszcze sobie wymyślili, że będę przesłuchiwana w sali Rady. No kompletna głupota jak dla mnie. (macie Sithowie, niech już będzie, że Jedi są głupi) Normalnie jakbym miała raport z misji dawać czy coś. No ale im tam odpowiedziałam na pytanie, opowiedziałam o tym głosie, rada wyraziła swoje zdanie. I... powiedzieli, że mogę wrócić do Zakonu.
- Serio?! I wróciłaś?! - Powiedziała dathomirianka, gdy Offe skończyła.
- Nie. Powiedziałam im, że muszę się zastanowić.
- I co? Może mistrz Windu (to też musiałam) ci powiedział. "Ok, czekamy aż się zdecydujesz. Jak coś to wiesz gdzie jest Świątynia." ?!
- Hmmm. To by musiało być ciekawe. Ale nie, po prostu sobie wybiegłam.
- Aha. A oni cię nie próbowali zatrzymać?
- A po? I tak byłabym tylko kolejną nieważną padawanką. Tak w ogóle to jestem ciekawa kto zaproponował pozwolenie mi na powrót. Zapewne mistrzyni Unduli.
- Twoja była? (matko, jak to brzmi XD)
- Mhm.

***

Ahsoka obudziła się bardzo późno. Nareszcie nikt jej nie mówił, kiedy ma wstać i co zrobić. Lux niestety musiał wstać rano, na tą całą polityczną paplaninę bez sensu. Próbował ją nawet budzić, ale tylko oberwał poduszką. Kiedyś życie bez Zakonu wydawało jej się niemożliwe, ale teraz. Nareszcie miała spokój, chociaż brakowało jej Anakina.
- O nie. Nie będziesz teraz wspominać Ahsoka. - Powiedziała do siebie. Wstała z łóżka i poszła się ubrać. Lux znalazł jej jakąś beznadziejną sukienkę, żeby nie musiała chodzić w swoim starym stroju. Westchnęła cicho.
- Jak tylko pan senatorek wróci to wywlekam go kupić sobie coś normalniejszego. - Mruknęła zakładając sukienkę. - Pięknie. Wyglądam jak idiotka. (tak, wszystkim grożę, że zamorduje jak wsadzą Ahsokę w sukienkę, a sama to robię. Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie :D)
- Hej! Ahsoka! - Rozległ się głos Luksa.
- Już wróciłeś? Przecież jest dopiero...
- Jakaś 13. Nie mów, że dopiero wstałaś, śpiąca królewno.
- Może tak. A ty nie powinieneś jeszcze załatwiać jakiś spraw bez sensu?
- Jeśli chodzi ci o te negocjacje, to już się skończyły. I czemu bez sensu?
- Bo przecież Onderon i tak praktycznie jest w Republice. To spotkanie to tylko bezsensowne formalności, które mogłyby się odbyć na Courusant.
- Oj tam, narzekasz. Po za tym gdyby nie odbywały się tutaj to byś do mnie nie mogła przylecieć.
- To bym cię dorwała na Courusant senatorku. A skoro masz czas wolny to możesz mi załatwić coś normalnego do ubrania.
- A co? Sukienka ci się nie podoba?
- Oj dobrze wiesz, że nie. Ale najpierw chodź coś zjeść, albo zjem ciebie.
- Nie dasz rady. Za wspaniały jestem.
- A zakład?
- Nie.
- Bo się boisz.
- Ta jasne. Już prędzej o ciebie.
- No fakt. Pewnie nie jesteś za smaczny. Mogłabym dostać niestrawności.
- Nigdy nie odpuścisz, co Ahsoka?
- Nie, nie odpuszczę Lux.
- Ehh. I jak się z tobą kłócić? Chodź coś zjeść. - Westchnął Bonteri poddając się. Skierował się w kierunku ogromnego pomieszczenia, mającego służyć za jadalnie, chociaż, według Ahsoki przypominała raczej ogromną salę treningową, albo balową. Na stole leżało już jedzenie, i to tak wyszukane, i w tak ogromnych ilościach, że Tano nie miała pojęcia kto to w ogóle je. Była przyzwyczajona do zwykłych posiłków Jedi i nie mogła się oprzeć myśli, że niektóre z potraw, można by z powodzeniem wsadzić do katapult i rozwalać droidy. Podczas jedzenia cały czas podśmiewała się z Luksa, który cały czas zmieniał sztućce do danych potraw, przy czym widać było, że je myli i po tym co zdążyła zapamiętać, próbował zjeść zapiekankę (dobra, nie wiem czy tam są, ale trudno) nożem do ciasta. Po 15 minutach siedzenia przy stole nie mogła się opanować i rzuciła w niego kawałkiem jakiegoś dziwnego i twardego mięsa.
- Hej! - Wrzasnął w proteście senator i również rzucił jedzeniem w Ahsokę.
- Wiesz, to jedzenie serio nadaje się do obstrzeliwania droidów. - Powiedziała mu niewinnym tonem Ahsoka.
- Zaproponuj to Armii Republiki.
- Może zaproponuję. A jeśli już skończyłeś, to błagam chodźmy kupić jakieś normalne ciuchy, bo dziwnie się czuję w sukience.
- A muszę iść?
- Tak.
- Czemu? Będę się tylko rzucać w oczy. Ludzie mnie znają, a jeśli będę z tobą chodził to będzie afera na pół galaktyki.
- Nie gadaj. Zresztą mnie też znają. Przypominam, że pomagałam waszej rebelii i podczas egzekucji wyskoczyłam na środek, więc wszyscy mnie widzieli.
- Nie chcę.
- Marudzisz. Mam cię przekonać siłą?
- Nie zrobisz tego. - Odpowiedział togrutance senator. W tym momencie Tano się na niego rzuciła i zaczęła lekko okładać pięściami.
- Teraz pójdziesz? - Zapytała wstając.
- Chyba nie mam wyboru. - Zaśmiał się Bonteri i lekko ją pocałował.
- Widzisz? Mi nikt nie odmówi.

____________________________________________________________________

Ja nie mogę, jaka beznadzieja. Nie mam weny i chcę już ferie! Jeszcze tydzień został. :(  A, Ahsoka wyciąga Luksa na zakupy ciuchowe. Taak. Tylko mnie nie zamordujcie za tą sukienkę, nie mogłam się powstrzymać. ;)  Dobra cieszcie się, że coś wyskrobałam. A i jeszcze, jak mogliście zauważyć, pojawiła się zakładka wierszyki i przeróbki, polecam zajrzeć, Madzia wymyśliła kolejną część wiersza.

Dedyk dla:
Magdy

NMBZW!!!

sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 6

Barriss stała przed budynkiem senatu galaktycznego. Nie wiedziała całkiem gdzie ma pójść, ale po chwili namysłu zdecydowała, że pójdzie do sądu. (Dobra, nie wiem czy były obok siebie, ale uznajmy, że tak) Gdy miała wejść, usłyszała niezadowolony głos:
- Barriss Offe. Co tu robisz. - Admirał Tarkin nie ukrywał niezadowolenia, że została uniewinniona.
- Podobno jestem poszukiwana na przesłuchanie. - Odpowiedziała Barriss.
- A tak. Jesteś, ale przez Jedi, a nie przez Senat, więc powinnaś się raczej zgłosić do Świątyni Jedi, a nie tutaj.
- Do Świątyni Jedi?
- Tak, głucha jesteś? Zaraz kokoś powiadomię, żeby cię tam zawiózł.
- No ten gość, to za mną nie przepada. - Powiedziała Milirianka do siebie. -Ale czemu chcą mnie wezwać do Świątyni, przecież nie jestem już Jedi.

Po trzydziestu minutach Barriss była w Świątyni. Teraz to już naprawdę uznała, że Jedi coś odwaliło. Chcieli ją przesłuchiwać w sali Rady, jakby miała składać raport o wyniku kolejnej bitwy. Ogarnięta takimi myślami wjechała windą do Sali Rady.
- Nawet mnie nie pilnują. - Westchnęła cicho. Po chwili otworzyły się przed nią drzwi. Prawie cała Rada była na miejscu, tylko mistrz Kenobi był obecny w postaci hologramu.
- No to super. - Mruknęła pod nosem i stanęła na środku sali. Nie ukłoniła się. Miała już gdzieś te bzdurne zasady zachowania.
- Barriss Offe. - Zaczął mistrz Yoda. - Wiesz czemu wezwana zostałaś ty. O głosie, który ci spowodować wybuch kazał, opowiedz.
- Nie mam pojęcia kto to mógł być, jeśli o to chodzi, ale na pewno był to mężczyzna. Był silny Mocą. I to bardzo. Wpływał na mnie kiedy byłam w Świątyni i nikt o tym nie wiedział. Nikt go nie wyczuł. No i zdołał mnie prawie kontrolować. No nie tyle kontrolować co przekonywać do swoich racji. Ja mam mocny umysł i nie jest łatwo tak nade mną panować. - Wyjaśniła Barriss. Specjalnie nie wspominała o zdolnościach Jedi.
- To mógł być darth Sidius. - Odezwał się mistrz Kenobi.
- Wydaje mi się to nie. - Mruknął mistrz Yoda. - On bawił by się tak nie. Hmmm. To inny ktoś być musiał.
- Ale kto? - Wtrącił mistrz Plo Koon.
- Tego wiedzieć nie wiem, ale wroga nowego mamy. - Zakończył temat mistrz Yoda. - Lecz nie po to tylko wezwaliśmy cię. Rada zatwierdziła decyzje tą. Do Zakonu Jedi wrócić teraz możesz.
Milirianka zbaraniała. Oni pozwali jej wrócić, mimo tego co zrobiła i co mówiła. Zastanawiała się kto poddał ten pomysł. Nie wiedziała co zrobić. Z jednej strony była mile zaskoczona i chciała wrócić, ale z drugiej, przecież zwątpiła w Zakon i zaczęła życie poza nim.
- Ja nie wiem. - Wykrztusiła w końcu. - Muszę się zastanowić. - I wybiegła z Sali. Wiedziała, że nie było to stosowne zachowanie, ale musiała sobie wszystko przemyśleć.

***

Ahsoka w końcu mogła odetchnąć z ulgą. Wylądowali pół godziny temu i mogła nareszcie spokojnie opuścić statek. Cieszyła się, że w końcu zobaczy Luxa. Bez wahania ruszyła do budynku, w którym prawdopodobnie mieszkał Lux. Gdy szła stwierdziła, że od jej ostatniej wizyty stolica wyładniała. No i nie było tu blaszaków. Gdy dotarła do budynku, w którym mieściło się mieszkanie Luxa wskoczyła na okno i Mocą otworzyła je.
- Ha. Pan senatorek będzie miał niespodziankę. - Uśmiechnęła się i podskoczyła na parapet.

Godzinę później Lux wszedł do swojego pokoju. Spotkanie z senatorami już się odbyło i miał nareszcie czas wolny. Nagle usłyszał jakiś ruch. Błyskawicznie się podniósł sięgając po blaster, który nosił zawsze przy sobie. Gdy się odwrócił zobaczył... togrutankę wychodzącą z jego szafy! Była zaplątana w jego ubrania i próbowała się z nich wyswobodzić przeklinając przy tym.
- Stang. Czemu te ciuchy muszą być takie plątliwe. I czemu ty geniuszy celujesz we mnie z blastera?
- Ahsoka? co tu robisz? A zwłaszcza w mojej szafie? - Chłopak był zaskoczony ty co zobaczył.
- Przyleciałam z misją jako pasażer na gapę. Zapewne słyszałeś o zamachu na Świątynię Jedi. No to po tym jak zostałam uniewinniona i nie chciałam wrócić do Zakonu, to stwierdziłam, że przylecę tutaj. Poprosiłam Padme o pomoc, a ona powiedziała, że mogę spróbować przylecieć z misją dyplomatyczną. No i jak już tu jestem to chciałam ci zrobić niespodziankę i przyprawić o zawał, ale zaplątałam się w twoje ciuchy. - Wyjaśniła Tano wciąż próbując się wyswobodzić. - A ty byś mógł pomóc.
- A po co? Za fajnie się patrzy jak sama próbujesz.
- Luxie Bonteri obiecuję ci, że zginiesz. -Powiedziała togrutanka uwalniając się całkowicie i rzucając na senatora.
- No co ty. Za ładny jestem. - Odpowiedział jej Bonteri ze śmiechem, gdy rozłożyła go na łopatki.
- Jeszcze zobaczymy. - Odpowiedziała mu Ahsoka całując go.

__________________________________________________________

Jest Luksoka!!! Tak, nareszcie! Dobra wiem, że krótki, ale nie miałam czasu, a jak miałam to mi weny brakowało. Ludzie jak ja chcę mieć już ferie! Ehhh. Jeszcze dwa tygodnie w szkole. No dobra po co ja się tu użalam.

Dedyk dla:
Eiry Tano

NMBZW!!!

sobota, 23 stycznia 2016

Rozdział 5

Anakin stał na mostku statku, którym lecieli. Cały czas miał nieodparte wrażenie,że coś mu cały czas umyka. Coś, czego nie chciał by opuścić. W końcu, zrezygnowany spytał się Obi-wana.
- Mistrzu ty też czujesz jakby...
- Coś nam umykało? Tak, czuję. - Przerwał mu Kenobi.
-  Ciekawe co nam umyka. Przecież wszystko sprawdziliśmy i tak dalej... - Zaczął rozmyślać Skywalker.
- A ty masz teorie o co chodzi? - Bardziej stwierdził niż zapytał Stewjończyk.
- A ty zawsze czytasz mi w myślach. Ale tak. Ten cień, który widziałem na lądowisku. On nie daje mi spokoju.
- Myślisz, że to Ahsoka?
- Nie wiem Obi-Wanie, myślę, że bym ją wyczuł. No chyba, że ona naprawdę nie chce być znaleziona.
- Jeśli tu jest i nie chce być znaleziona to jej na to pozwólmy. - Zakończył rozmowę Obi-Wan i odwrócił się od Ankina. Ale, Wybraniec wciąż rozmyślał nad tym, że Ahsoka może być na statku, którym lecą, a on jej nawet nie zobaczy. W końcu stwierdził, że mimo wszystko spróbuje znaleźć Ahsokę. Pod pretekstem "nie mogę tu już ustać idę zajrzeć do senatorów'" i nie zwracając uwagi na uniesioną brew starszego Jedi wyszedł z mostka. Gdy znalazł się kilka metrów dalej postanowił zdać się na Moc i ruszył w kierunku, który mu wskazała. Po chwili dotarł do większego schowka, w którym przechowywane było większość rzeczy potrzebnych na statku. (tak wiem świetny opis miejsca) Czuł, że coś jest coraz bliżej, nagle zza rogu wyszedł Obi-Wan.
- Anakinie, co tu robisz? - Spytał się Kenobi.
- Ja, ten no czułem, że ten... - Zaczął się tłumaczyć Skywalker. - Tak jakby tu ktoś był...
- Anakinie, tu nie ma Ahsoki zrozum to. - Przerwał mu Obi-Wan.
- Skąd to wiesz?! Ja czuję, że tu jest. Prawie ją znalazłem! - Odparł mu z wyrzutem młodszy Jedi.
- Anakinie. Ja rozumiem, że za nią tęsknisz, ale wróć do rzeczywistości! Ahsoki tu nie ma. Wiedzielibyśmy o tym. Zapewne jest gdzieś na dolnych poziomach Courusant.
- Ale ja czułem, że gdzieś tu jest. Po prostu dobrze się ukryła i tyle. - Fuknął Skywalker, kończąc rozmowę. - Po co przyszedłeś, oprócz zaprzeczania swoim przeczuciom?
- Niedługo dolatujemy. I naprawdę, nie wiesz czy chodzi o Ahsokę. Je też za nią tęsknię, ale zrozum, ona idzie swoją drogę, my idziemy swoją. W każdym razie poinformuj senatorów. - Zrezygnowany Jedi odwrócił się. Dobrze wiedział, że Anakin i tak będzie szukała Ahsoki i o niej nie zapomni.Na niego nie było mocnych. Ten drugi też po chwili wyszedł i skierował się pomieszczenia, w którym przebywali senatorzy.

***
Ahsoka odetchnęła z ulgą. Anakin sobie poszedł. Wiedziała, że o mało co jej nie znalazł i usłyszała, jak Obi-Wan go strofował. Gdyby wiedział jak się mylił. Przywołała swoje myśli do porządku. Nie mogła się rozpraszać, ponieważ prawie całą uwagę skupiała na ukryciu się w Mocy. Chwila rozproszenia i Obi-Wan i Anakin ją wyczują. Na szczęście niedługo mieli lądować. Nareszcie będzie miała spokój i spotka Luxa. Tego drugiego nie mogła doczekać się najbardziej.

***

Barriss siedziała w domu Ventress i czekała na jej powrót z wieczornego spaceru. Żałowała, że nie ma Z nią Ahsoki, ale togrutanka wyleciała rano na Onderon. Rozmyślała właśnie o zamachu i co się z nią stanie gdy, a właściwie jeśli zostanie uniewinniona. W końcu nie miała zamiaru mieszkać z Ventress całe życie. Rozmyślania przerwały jej kroki dathomirianki.
- Już wróciłam Barriss. I nie uwierzysz co podsłuchałam. - Zaczęła łowczyni.
- Co? - Spytała zaciekawiona Offe.
- Słyszałam jak strażnicy rozmawiali o poszukiwanej osobie. O tobie!
- Serio? Wciąż jestem oskarżona i muszę uciekać? Pięknie.
- Wcale nie. Strażnicy mówili coś, że jesteś uniewinniona, ale Jedi chcą cię przesłuchać w jakiejś tam sprawie. Nie dosłyszałam. - Wyjaśniła wszystko wiedźma. (jej znalazłam kolejny synonim do Ventress!) 
- Może tego głosu? Ale serio? Senat mnie uniewinnił i zaczął myśleć? Jak Jedi się do tego nie mieszali to nie wiem w jaki sposób. - Zaczęła zgadywać milirianka.
- Zapewne chodzi o ten głos. Ale chyba za dużo im nie powiesz, skoro nie masz nawet podejrzeń.
- No fakt, za wiele im nie powiem. Ale na pewno był to ktoś bardzo potężny. Nad Jedi nie da się od tak panować, jak nad jakimś Gemorreaninem. (dobrze napisałam?) 
- No tak zawsze coś. Czyli masz zamiar iść? - Upewniła się łowczyni.
- Pójdę. Może jutro rano. I tak nie mam nic do roboty, no a skoro jestem uniewinniona to muszę się od ciebie wynieść...
- Wiesz co. Jak chcesz ze mną zostać to możesz. - Zaproponowała Dathomirianka.
- Serio?!
- Tak. Muszę na kimś zużyć tą brudną wodę.
- O ty. - Powiedziała Barriss z diabelskim uśmiechem i przewróciła Ventress na podłogę. - Zaraz zobaczymy kto tu będzie od zużywania wody. - Wybiegła szybko z pomieszczenia. Po chwili wróciła z wiadrem pełnym zimnej wody i bez wahania oblała nią wiedźmę.
- Ej! - Zaprotestowała datomirianka i przewróciła Offe na podłogę.
- Coś czuję, że miło nam będzie razem. - Uśmiechnęła się milirianka.
- Z pewnością. - Odpowiedziała uśmiechem Assaj. (ludzie jak to dziwnie brzmi) Tak rzadko uśmiechała się szczerze. Zaczęła się zmieniać.

Gdy Ventress obudziła się następnego ranka i zobaczyła Barriss mamroczącą o planecie różowych kwiatków, bezszelestnie wstała i wyszła  z pomieszczenia. Wróciła niosąc wiadro zimnej i brudnej wody. Już miała wylać jego zawartość na miliriankę, gdy ta gwałtownie się obróciła i wyciągnęła ukryte dotychczas wiadro z taką samą wodą. Obydwie naraz wylały na siebie zawartość i zaczeły się śmiać. W końcu, gdy się uspokoiły, Ventress zaczęła rozmowę.
- Kiedy ty wstałaś, że udało ci się zabukować wiadro? - Spytała.
- Gdzieś o 4 nad ranem. - Odpowiedziała jej milirianka. - Akurat się obudziłam i nie mogłam spać.
- Spoko. Czyli nie zawsze do południa śnisz o tęczowych krainach?
- Hej! To tak po prostu mi się zdarzyło...
- I tak po prostu Ahsoka stwierdziła, że ty tak zawsze.
- Tak.
- Jasne, już ci wierzę. A tak w ogóle, która godzina?
- Coś po 5. Chyba za wcześnie, żeby iść do senatu?
- Do senatu?
- No raczej nie do Świątyni Jedi.
- A to nie Jedi cię szukali?
- Ale i tak takie przesłuchania organizuje się w  senacie, więc po co iść do Świątyni?
- No w sumie. Ale mamy jeszcze trochę czasu. Chodźmy się przejść. - Zakończyła wiedźma i obydwie wyszły.

Dwie godziny później, Barriss stwierdziła, że może już iść do Senatu.
- Iść z tobą? - Spytała się jej dathomirianka.
- Nie, lepiej nie, bo cię jeszcze aresztują. W końcu masz na koncie dość dużo działań przeciw Republice.
- Masz rację. będę czekać, aż wrócisz. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.

__________________________________________________________

Dobra moje nazwy miejsc są oszałamiające. :P  A ja mam już 1000 wejść! I dzisiaj powracają Star Wars Rebelianci! I powiedzcie mi po co ja to piszę. :P
Dedyk dla:
Soni

NMBZW!!!

sobota, 16 stycznia 2016

Rozdział 4

Ahsoka obudziła się już o 5 rano i natychmiast wstała. Miała jeszcze cztery godziny do odlotu statku, ale znała Obi-Wana na tyle, że wiedziała, że będzie on co najmniej godzinę przed odlotem, a Anakin z niewiadomych jej powodów, zawsze się spieszył, jeśli chodziło o senator Amidalę, więc jeśli chciała się dobrze ukryć to musiała być na miejscu jak najszybciej. Gdy wstała zobaczyła, że Barriss i Ventress jeszcze śpią, co ją zdziwiło, ponieważ Datomirianka informowała ją, że zawsze wstaje bardzo szybko.
- Halo! Pobudka panienki! - Zawołała. Ventress natychmiast otworzyła oczy i wstała, a Barriss tylko odwróciła się na drugi bok mamrocząc coś o tęczowej krainie.
- Serio?! Tęczowa kraina?! - Mruknęła Ventress. - Ona tak zawsze?
- Niestety tak. - Westchnęła Ahsoka. - Masz może wiadro lodowatej wody?
- Coś się znajdzie. - Łowczyni nagród uśmiechnęła się złośliwie i wyszła z pomieszczenia. Wróciła po chwili niosąc wiadro lodowatej wody tak brudnej, że nie nadawała się do niczego i zaczęła wylewać jego zawartość na Offe.
- Ej! - Zaprotestowała Milirianka i wyrwała Mocą wiadro Ventress, wylewając na nią resztę zawartości.
- A to za co?! - Krzyknęła zdenerwowana Dathomirianka.
- Za to, że ty mnie oblałaś! - Odpowiedziała jej Offe.
- Bo Ahsoka mi kazała! Mówiła, że ciebie się nie da obudzić.
- Nic takiego nie mówiłam! - Zaczęła bronić się Tano. - Odpowiedziałam ci na pytanie i spytałam się czy nie masz wiadra wody.
- To trochę zmienia postać rzeczy. - Uśmiechnęła się Barriss i przewróciła Ahsokę na mokrą podłogę. - Teraz jesteśmy kwita. - Powiedziała Barriss chichocząc.
- Barriss! Jestem mokra! - Wrzasnęła Ahsoka.
- Odkrycie roku. - Przerwała jej winowajczyni.
- Sama jesteś odkrycie roku! Może mam się teraz przemknąć na pokład tego statku niezauważona zostawiając za sobą mokre ślady, na które Anakin i Obi-Wan w ogóle nie zwrócą uwagi! Co?!
- Najlepiej by było. - Odpowiedziała Barriss niewzruszona złością Ahsoki.
- Uspokój się Ahsoka bo masz minę jakbyś chciała zamordować Barriss. - Zaczęła uspokajać togrutankę Ventrss.
- Nie wykluczam tego. - Fuknęła Tano.
- Oj dobra, dobra nie, żebym miała jakoś wiele przeciwko...
- Ej! - Przerwała jej Barriss.
- ... ale na pewno spokojnie zdążysz wyschnąć. - Skończyła Dathomirianka nie zwracając uwagi na Offe.
- Mam nadzieję. - Mruknęła Tano. - Dobra ja się będę musiała niedługo zbierać.
- Jeszcze zdążymy poszukać czegoś do jedzenia, chodźcie. - Powiedziała Ventress i ruszyła do drzwi, a Barriss i Ahsoka za nią.

Półtora godziny później, stały przed lądowiskiem.
- To się chyba musimy pożegnać. - Zaczęła Tano.
- Dobrze cie było zobaczyć i dziękuję za uwolnienie mnie. - Powiedziała Barriss i przytuliła się do Ahsoki.
- Tylko nie próbuj znowu czegoś zmalować, bo drugi raz cię nie wyciągnę. - Rzekła półżartem Ahsoka. - A tak na serio to możesz zostać uniewinniona, bo jeszcze w więzieniu mówiłaś mi, że to nie ty i na pewno to jest na nagraniu, więc jeśli w senacie ktoś potrafi myśleć to zaczną szukać tego kogoś kto jest za to odpowiedzialny, ale nie pokazuj się dopóki nie będziesz oficjalnie uniewinniona.
- Tak mamusiu. - Uśmiechnęła się Offe. Przyszła kolej na Ventress
- No to pa Ahsoka. 
- No, pa Ventrss. - Już miała się odwrócić, gdy zatrzymała ją Dathomirianka.
- Ahsoka! Prawie zapomniałam ci to dać! - Wyciągnęła miecze świetlne należące do Tano.
- Gdzie ty je znalazłaś?! - Spytała zaskoczona Togrutanka.
- Shoto na terenie więzieni jak cię śledziłam, a po miecz poszłam w nocy. - Wyjaśniła łowczyni.
- To dlatego nie mogłaś wstać! - Zgadła Ahsoka.
- Może. A zresztą nie jesteś moją mamą.
- Wiem. I dziękuję ci... Assaj - Przytuliła kompletnie ogłupiałą Ventress. Nikt od dawna jej tak nie nazywał.
- Nie ma sprawy. - Odwzajemniła uścisk Ahsoki. Nagle wszystkie coś poczuły.
- Anakin i Obi-wan? Tak szybko? - Jęknęła Ahsoka. - Postarajcie się, żeby was nie wyczuli. Muszę biec! - Odwróciła się i podbiegła do statku na właściwym lądowisku, zostawiając Offe i Ventress same.
- Chyba wracamy do siebie. - Wzruszyła ramionami Dathomirianka.
- Czyli mogę zostać z tobą? - Upewniła się Barriss.
- Ale tylko do czasu, aż twoja sprawa nie przycichnie, albo nie będziesz uniewinniona.

***

Anakin obudził się wcześnie. Przypomniał sobie poprzedni dzień i poczuł się szczęśliwy. Admirał Tarkin nalegał na natychmiastową rozprawę w sprawie ucieczki Barriss, a sąd przegłosował uniewinnienie i Ahsoki i Barriss, oraz zajął się poszukiwaniem rzeczywistego sprawcy. Zapewne to zadanie przypadnie Jedi. Żałował tylko, że nie może być z Padme, ale ze względu na dzisiejszą misję wolał dla bezpieczeństwa zostać w Świątyni. Bez sensu ten wyjazd skoro praktycznie Onderon jest już w Republice. No ale formalności muszą być! A on by mógł się zająć poszukiwaniem Ahsoki i Barriss. Na pewno trzymały się razem, a Offe musiała być przesłuchana w sprawie tego głosu. No ale po co ich szukać teraz! Lepiej jeszcze trochę poczekać,najlepiej jak odlecą z planety! A odlecą na pewno, bo Ahsoka prosiła Padme o pomoc. Ogarnięty takimi myślami wstał i zaczął się szykować do wyjścia. Było co prawda około szóstej, ale jeśli chodziło o lot z Padme lubił być dużo wcześniej. No i miał dziwne przeczucie, że musi tam pójść jak najszybciej. Zamyślony wyszedł z pokoju i zaczął iść w kierunku lądowiska. Przestał rozmyślać dopiero gdy na kogoś wpadł, a tym kimś okazał się Obi-wan.
- Wow. Anakinie już na nogach? Nie poznaję cię. Może coś ci się stało? Albo lunatykujesz z otwartymi oczami? - Spytał żartobliwie Kenobi podnosząc się.
- Bardzo śmieszne mistrzu. A ty co tak wcześnie tu robisz? - Odpowiedział pytaniem Skywalker.
- No wiesz. Jak byś każdego ranka nie robił za śpiącą królewnę to byś wiedział, że zazwyczaj wstaję o takiej godzinie.
- I chodzisz nie patrząc pod nogi?
- To ty na mnie wpadłeś.
- Bo myślałem i nie zwróciłem uwagi. A do zderzenia nie z biegu potrzeba nie patrzenia pod nogi ze strony dwóch osób.
- Może ja też myślałem?
- Nad czym? 
- A ty o czym?
- O dniu wczorajszym.
- Anakinie? Właśnie powiedziałeś coś w za mądrze jak na ciebie uporządkowany sposób. Jesteś pewny, że nie musisz iść do medyka?
- Strasznie śmieszne. O jak powiem, że o Ahsoce to będzie dobrze? I wciąż nie powiedziałeś mi o czym ty myślałeś.
- O pewnym przeczuciu. I nadal nie powiedziałeś mi całej prawdy.
- No dobrze. Też miałem dziwne przeczucie. I czuję, że muszę iść na lądowisko.
- Ja też to czuję. Chodźmy razem.

Dwadzieścia minut później byli na miejscu. Od razu poczuli, że ktoś ich wyczuł, a konkretnie trzy aury w Mocy, które bardzo szybko znikły.
- Co to było? - Zapytał zdziwiony Skywalker przystając na chwilę.
- Najwyraźniej ktoś tu jest. I to nie byle kto, ale ktoś czuły na Moc. Zapewne nie chce, żebyśmy ich znaleźli, tylko szkoda, że tak szybko ukryli swoją obecność w Mocy. - Odparł Kenobi. - Powinniśmy być ostrożni. To mogą być jacyś nowi uczniowie Dooku.
- Może jeszcze nie uciekli! - Stwierdził Anakin i szybko wybiegł na lądowisko jednak jedyne co zobaczył to cień togrutanki na statku.
- Jest tu coś? - Spytał Kenobi podchodząc do niego.
- Nie, tylko zdawało mi się... A zresztą nie ważne. To na pewno złudzenie. - Odpowiedział szybko jego były padawan.
- Ahsoka? - Obi-wan nawet nie musiał pytać. Wiedział, że Anakin za nią tęskni. Mogło mu się wydawać. Chyba...

___________________________________________________________

Dobra, jest rozdział.Zawzięłam się i napisałam, więc się cieszcie.

Dedyk dla:
Jedi i Sithów z mojej klasy


NMBZW!!!