sobota, 5 listopada 2016

Rozdział 20

Tak jakby coś to jest pół roku po ostatnim rozdziale, a z punktu widzenia Anakina i Obi-Wana dzieje się Zemsta Sithów.


Ahsoka od rana miała złe przeczucia. Lux już o szóstej rano został wezwany do senatu, z powodu porwania Kanclerza, lecz Tano czuła, że nie o nie chodzi. Intuicja podpowiadał jej, że w niedalekiej przyszłości stanie się coś bardzo złego. Około południa nie mogła już usiedzieć na miejscu i ruszyła na dolne poziomy, do jedynych osób z którymi mogła spokojnie porozmawiać o Mocy, wiedząc, że ją zrozumieją.
Po piętnastu minutach wkroczyła w sam środek bitwy. Po jednej stronie pokoju stała Ventress z wiadrem pełnym wody, wylewając jego zawartość na Barriss a po przeciwnej Offe próbowała się bronić i kontratakować, jednak z dość marnym skutkiem.
- Ogłaszam zawieszenie broni! - wykrzyknęła dziewczyna z śmiechem, wychodząc na środek pomieszczenia
- Odmawiam! - odpowiedziała Assaj dławiąc się ze śmiechu
- A ja popieram! - wtrąciła ofiara kryjąc się na togrutanką
- Dobra spokój! - ex padawanka Skywalkera zablokowała Mocą dathomiriankę, która usiłowała właśnie wycelować w miliriankę
- Okej, okej, tymczasowe zawieszenie broni - oznajmiła wiedźma odkładając kubeł z amunicją i podniosłą ręce do góry
- I bardzo dobrze. A jak już zażegnałyśmy konflikt zbrojny, to możemy porozmawiać o tym, dlaczego tu przyszłam - powiedziała Ahsoka
- Masz to dziwne przeczucie? - zgadła Barriss
- To ty też to czujesz? - zdziwiła się Tano
- O to nam poszło. Ona twierdzi, że Jedi stanie się coś złego, a ja uważam, że przeczucia z nimi związane trzeba mieć gdzieś - wtrąciła Siostra Nocy
- Czyli czujemy to wszystkie? - spytała togrutanka, a gdy pozostałe dziewczyny potwierdziły dodała - jeśli mamy przeczucie związany z Zakonem, mimo, że nie jesteśmy Jedi, to musi się kroić coś grubego...
- Czyli ja miałam rację! - wykrzyknęła Offe pokazując Ventress język
- Super, a teraz będziesz mi to wypominać do końca życia? - westchnęła Assaj
- Mniej więcej - uśmiechnęła się złośliwie dziewczyna
- Czy wy się zawsze musicie kłócić jak dzieci?! - wrzasnęła dawna padawanka Anakina - To jest poważna sprawa, a wy się nabijacie! Nie rozumiecie, że może się stać coś strasznego?!
- A twoim zdaniem mamy temu czemuś zapobiec? - dathomirianka wbiła spojrzenie w nastolatkę, splatając ramiona na piersi - jeśli nawet my to czujemy, to Jedi na pewno też. I niech oni się tym zajmą.
- Ale... - Soka zaniemówiła
- W sumie to prawda. Niech Jedi zajmują się sobą, a nam nic do tego - poparła wiedźmę milirianka
- Nie rozumiecie! - krzyknęła Tano i wybiegła z pomieszczenia, zostawiając nieco ogłupiałe kobiety
- Masz rację, nie rozumiemy - podsumowała wiedźma i wzruszyła ramionami


Ahsoka biegła przed siebie, byle jak najdalej od miejsca tamtej rozmowy. Dziewczyny jej nie rozumiały! Ona nadal tak strasznie chciała wrócić do Zakonu, tak strasznie martwiła się o Anakina! Nie wiedziała jak Barrissdała radę tak po prosu zapomniała o dawnym życiu. Lecz togrutanka pamiętała i to bolało. Może i pozornie nie było tego po niej widać, ale od lat uczyła się tłumić i ukrywać emocje. Nikt nie wiedział jak się czuła kiedy była oskarżona. Nikt nie wie, jak nadal się czuje. Jej zachowanie to w większości sposób na skrycie tego co odczuwa wewnątrz siebie. A teraz Jedi grozi niebezpieczeństwo i z jakiś powodów, po tej wymianie zdań z Offe i Ventress zdała sobie sprawę, że to właśnie ich trójka ma zapobiec temu, co miało się zdarzyć. Ona sama. (i tu właściwie powinnam skończyć rozdział, ale wam tego nie zrobię ;))

***

Wybraniec od rana miał jakieś dziwne przeczucie, lecz nie wiedział co mogłoby oznaczać. Chodząc po korytarzach Świątyni widział, że inni Jedi też coś czują. Na początku podejrzewał, że to przez porwanie Kanclerza, ale uczucie nie minęło po jego uwolnieniu.
- Dzieje się coś dziwnego - powiedział sam do siebie nadal błądząc po niekończącym się labiryncie korytarzy siedziby Zakonu - I prawdopodobnie złego
Nagle wpadł na kogoś
- Czy ty się nigdy nie nauczysz patrzeć pod nogi? - rzekł zamiast powitania Obi-Wan
- A ty? - odpowiedział pytaniem Skywalker lekko unosząc kąciki ust do góry
- Zależy czy ty dasz radę - odparł Kenobi również się uśmiechając. Lecz tego dnia nawet prosty uśmiech wydawał się wymuszony
-  Ty też nie masz dzisiaj nastroju? - westchnął Anakin spoglądając na towarzysza
- A ktokolwiek ma? Wszystkich, nawet najmłodszych młodzików męczą dziwne przeczucia, od kiedy Kanclerz bezpiecznie wrócił do Senatu, i nie musieliśmy już się zamartwiać o bitwę nad głowami - rzekł Stejwończyk kręcąc głową
- Moc miewa dziwne kaprysy - mruknął młodszy Jedi
- Dlatego jest niepojęta - pouczył starszy i dla podkreślenia swoich słów podniósł palec do góry - Muszę już iść. Rada zwołuje nadzwyczajne spotkanie, a ciebie chyba wzywał Kanclerz.
- Racja, własnie tam szedłem jak ktoś na mnie wpadł - mruknął Wybrany odwracając się w swoją stronę
- Raczej na mnie - wypomniał jego ex mistrz ruszając we własnym kierunku
Skywalker również miał zacząć iść, gdy nagle uderzyło go uczucie ogromnego smutku i żalu... Ahosoka.

_________________________________________
Dadadadam!!!!!!!
Oto jest rozdział i początek końca. Jakiś dziwny mi wyszedł, ale większość pisałam po odmóżdżeniu się bajkami, więc tak. No i oczywiście wszyscy kochamy bawić się psychiką Soki.
A ja robię coś tajnego, ale i tak wszyscy, którzy gadają ze mną na Skypie wiedzą co to. Chociaż w sumie ci wszyscy to trzy osoby.
A ten rozdział był pisany pod groźbą śmierci z ręki jednej z nich.
To do następnego!

Dedyk dla:
Meg

NMBZW!!!

wtorek, 1 listopada 2016

Rozdział 19

- Wszystko gotowe generale - powiedział jeden z ludzi obsługujących statek
- Zatem skaczemy w nad przestrzeń - odparł Obi-Wan
- Tak jest - odpowiedział pilot i zaczął wciskać jakieś guziczki. Po chwili świat wokół rozciągnął się i pojazd wszedł w nad świetlną.
- Widziałeś gdzieś Ahsokę? - spytał Anakin starszego Jedi, wchodząc na mostek - Nigdzie nie mogę jej znaleźć
- Ostatnio jak wchodziła na pokład, a czemu pytasz? - Odpowiedział Kenobi
- Chciałbym z nią jeszcze porozmawiać zanim wrócimy na Couruscant
- Anakinie, daj jej żyć. Zrobi co uważa słuszne, a ty jej naprawdę nie pomagasz nalegając, żeby wróciła do Zakonu  - odrzekł Stejwończyk
- A skąd ty możesz wiedzieć o czym chcę z nią rozmawiać! Po za tym to moja sprawa - zirytował się Wybraniec, odwracając się na pięcie.
- Wiem, bo cię znam Anakinie - mruknął mężczyzna, patrząc jak jego ex padawan wychodzi.

***

Ahsoka siedziała, a dokładniej wisiała na suficie ładowni. Oczywiście nie leciała na gapę, ale podejrzewała, że nie odpędzi się od swojego ex mistrza, więc wolała od razu zapobiec nieprzyjemnej rozmowie.
- Nie nigdzie jej nie widziałem, od kiedy weszliśmy na statek, ale chyba szła w tym kierunku - usłyszała głos Luxa
- No dobra, poszukam jej, dziękuję za pomoc senatorze - to był Anakin
- Czy on mi już nigdy nie odpuści - jęknęła Tano, starając się jeszcze lepiej ukryć swoją obecność w Mocy
- Smarku, wiem, że tu jesteś - powiedział Skywalker otwierając drzwi - Nie chowaj się
- Pomarzyć sobie możesz - wymamrotała togrutanka
- A po co marzyć, skoro sama dajesz się znaleźć - odparł z uśmiechem Wybraniec, patrząc centralnie na dziewczynę - Gdzieś ty wlazła? Schodź  stamtąd.
- Nie, dzięki jeszcze trochę powiszę - odrzekła Ahsoka
- Jak sobie chcesz, mi to nie robi. To ty wisisz do góry nogami, nie ja - wyszczerzył się Jedi, patrząc jak ex padawanka zeskakuje na ziemię
- Weź ty mi powiedz, czemu mnie prześladujesz. Nie rozumiesz, że jak poprosisz nawet tysiąc razy, żebym wróciła do Zakonu, to ci i tak nic nie da? To nie ja odrzuciłam Jedi, tylko oni mnie. Nie wrócę tam, choćbym resztę życia miała spędzić na ulicy - oświadczyła Tano
- Smarku, wiem, że to Rada cię odrzuciła, jednak ja zawsze byłem przy tobie. Rozumiem cię, ale Zakon bez ciebie nie jest już taki sam. Brakuje mi cię - oznajmił Skywalker
- Mi ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo. Ale nie wrócę, póki Zakon jest taki, jaki jest teraz. Pogrążony w ciemności i wojnie. Nie wrócę, póki Radą kieruje opinia publiczna i strach o własne stanowisko. Bo to nie jest światło. To Ciemna Strona - odparła Ahsoka i wyszła z pomieszczenia tłumiąc łzy. ( I to koniec. Do następnego XD)

Trzy standardowe godziny później, na lądowisku przy Senacie Republiki osiadł statek lecący z Onderonu (skąd mi się wziął taki styl? A z resztą, niech już będzie). Na jego pasażerów czekał już mistrz Yoda i Wielki Kanclerz z eskortą. Gdy z pokładu zaczęli schodzić politycy i Jedi, cień pewnej togrutanki przemknął obok i zaczął kierować się na dolne poziomy.

***

- No co znowu? - jęknęła gwałtownie obudzona Barriss
- Przed chwilą przyleciał statek z Onderonu. I zgadnij, kto był na pokładzie - odpowiedziała Venteress
- Ahsoka? - ożywiła się Offe
- Gratulacje dla spostrzegawczego myślenia. W każdym razie będzie tu za minutę, więc nie musisz spać - odparła dathomirianka
- Ej, jakim cudem, ty zdążyłaś tu przyjść przed nią i co robiłaś na lądowisku Republiki? - spytała milirianka
- O, widzę, że już mózg ci zaczął pracować. To dobrze - stwierdziła łowczyni nagród
- Ale jak??? - dociekała dziewczyna
- Tajemne sposoby - odrzekła sithanka. Nagle rozległo się pukanie.
- Na dolnych poziomach się nie puka, tylko wchodzi! - krzyknęła Siostra Nocy w stronę drzwi
- Jak sobie chcesz, Assaj. Tylko żeby potem nie było, że ty nie wiadomo co robisz, a ja wpadam bez pukania  - powiedziała Tano wchodząc
- Też cię miło widzieć - odpowiedziała wiedźma
- Cześć Ahsoka! - wykrzyknęła była Jedi wyplątując się z koca
- Barriss! Ty jeszcze tutaj? Nie uniewinnili cię?! - zdziwiła się togrutanka
- Uniewinnili, ale ta tutaj pozwoliła mi zostać - wytłumaczyła Offe
- No co? - odpowiedziała Ventress na zaskoczone spojrzenie byłej uczennicy Wybrańca - nudzę się tu czasem, a tak mam na kim zużywać brudną wodę.
- To już się stało tradycją? - spytała ze śmiechem dziewczyna z Shili
- Tak jakby - uśmiechnęła się złośliwie dothomirianka

***

- Co się stało z tym sithem? - zapytał Anakin, widząc wchodzącą do apartamentu żonę
- Oskarżony, osądzony, uznany za winnego i zabity - odparła Padme podchodząc do męża - A czemu pytasz?
- Tak z ciekawości, chociaż to było oczywiste - odpowiedział mężczyzna odwracając się do okna
- Stało się coś? Wyglądasz na zmartwionego. Chodzi o Ahsokę? - spytała Amidala
- Nie, nie chodzi o nią. To znaczy o niż też, ale dostałem z Obi-Wanem misję na kompletnie Zewnętrznych Rubieżach. Nie będzie mnie przez kilka miesięcy -wyrzucił z siebie Skywalker
- Jakoś to przeżyjemy, ale obiecaj mi, że wrócisz żywy - poprosiła pani senator
- Obiecuję - uśmiechnął się Wybraniec i pocałował kobietę w usta. Nie wiedział, że miała mu już od jakiegoś czasu powiedzieć coś ważnego.
- Kiedy wróci - postanowiła była królowa i odwzajemniła pocałunek.

__________________________________

Hejo!
Ten rozdział jest taki... nie wiem. Chyba mi nie za bardzo wyszedł, ale mniejsza. Ważne, że jest, bo początek piszę od jakiś dwóch tygodni, jak nie dłużej. Ale teraz już będzie to na co wszyscy czekali. To znaczy ja, bo tylko grono wtajemniczonych wie co teraz będzie. W ogóle jest tu take małe coś w rodzaju spoilera do następnych sezonów, ale nawet nie wiem, czy to będzie, więc niech sobie jest, bo i tak nikt nie będzie wiedział, że to może być spoiler.
No na sto procent mam tu pełno błędów i powtórzeń, ale nie chce mi się tego sprawdzać, więc zostanie tak jak jest.
Ja nie chcę do szkoły! A teraz się powinnam jeszcze uczyć informatyki, a mi się nie chce, po za tym test mi się nie odpala. A jutro niemiecki i pani oddaje testy... ratujcie mnie.
Dobra, nie będę was zamęczać moim jojczeniem. Trzymajcie kciuki, żeby mi Wena nie zwiała, bop muszę się sprężać za takim magicznym czymś co będzie.

Dedyk dla:
Tych co jeszcze czytają

NMBZW!!!

niedziela, 16 października 2016

Rozdział 18

    Ahsoka biegła przed siebie zlana łzami. Dlaczego życie musi jej tak nienawidzić?! I czemu Anakin jest taki upierdliwy?! Powinna od razu uciec, a nie czekać na niego pod tym wyjściem.
Ale tak strasznie chciała się zgodzić i wrócić z nim na Coruscant, mimo, iż wiedziała, że nie może tego zrobić. To Jedi ją porzucili, przez nich omal nie zginęła jako zdrajczyni Republiki. Barriss miała stuprocentową rację mówiąc, że Rycerze Pokoju utracili swoje światło.
 Właśnie, Barriss. Tano była bardzo ciekawa jak radzą sobie z Ventress. Ta myśl poprawiła jej nieco humor.

***

- I co? - Spytał Anakin, gdy Obi-Wan, wyszedł z tunelu.
- Co, co? - odpowiedział pytaniem Kenobi
- Strażnicy coś powiedzieli? - uściślił Skywalker
- Poza mruknięciem podziękowania, za złapanie tego sitha to nic, ale prawdopodobnie będzie osądzony jak najszybciej.
- Czyli wracamy do pałacu króla i liczymy, że pozwolą nam jeszcze go przesłuchać, albo chociaż wpuszczą na rozprawę, o ile odbędzie się ona tutaj - podsumował Anakin
- Na to pierwsze raczej bym nie liczył i wątpię, żeby Kanclerz już nie poprosił o przysłanie więźnia na Couruscant. Ale mamy jeszcze nieudany zamach na karku i istnieje nieco większa szansa, że pozwolą nam przesłuchać tych bandytów.
- Zatem chodźmy, zanim pan Asdojhutyjik (tak, tak wiem, źle napisałam) każe ich zabić - zakończył Wybraniec

***

Lux kręcił się niespokojnie po swoim domu. Zamach na pałac królewski miał miejsce dobrą godzinę temu, a Jedi nadal nie było. Nie tyle martwił się o Skywalkera i Kenobiego co o Ahsokę, która na pewno była z nimi. Nie chciał, żeby coś jej się stało. Nagle jego holokomunikator zabrzęczał.
- Senatorze Bonteri, jest pan pilnie wzywany do budynku senatu. Jedi pokonali jakiegoś sitha i pan Asdojhutyjik chce go przesłuchać w obecności wszystkich - oznajmił jakiś osobisty lokaj pana prawnika
- Oczywiście, zaraz będę - odpowiedział chłopak i zakończył połączenie - Wrócili. A jeśli Jedi żyją, to Ahsoka też - powiedział jeszcze do siebie.

***

- Anakinie! - zawołał Obi-Wan
- Co znowu? - spojrzał na starszego Jedi
- Zaraz odbędzie się przesłuchanie tego sitha i mamy pozwolenie na obecność na nim.
- Cudownie. Czyli następne pół dnia będziemy czekać, aż politycy stwierdzą, że zadając ciągle jedno pytanie i tak nic nie uzyskają?
- A tobie co się stało? Jeszcze godzinę temu miałeś zamiar sam go przesłuchać - zdziwił się Kenobi
- No tak, ale ja to ja, a wkurzający politycy, to wkurzający politycy - odparł Skywalker wstając
- Cóż, mimo wszystko, może czegoś się dowiemy - powiedział optymistycznie Stejwończyk, wychodząc z pokoju
- Z naciskiem na może, a morze jest głębokie i szerokie - mruknął Wybraniec wychodząc za ex mistrzem

    Pół godziny później rozpoczęło się przesłuchanie Sarxa. Zgodnie z przewidywaniami Anakina sith uparcie nie odpowiadał na zadawane po raz setny pytania.
- Nic z tego nie będzie - mruknął Skywalker po godzinie - nie powiedział nawet jak się nazywa
- To było takie pytanie? - zdziwił się Obi-Wan
- Nie wiem, to ty tu jesteś od słuchania polityków - odparł Wybraniec
- Mógłbyś się nauczyć też tego słuchać. Ja się skupiam na zajrzeniu temu sithowi do głowy - powiedział starszy Jedi
- A udało ci się? - spytał młodszy
- Nie. Ale mógłbyś pomóc - odpowiedział Stejwończyk zamykając oczy.
- Hmm, to w sumie lepsze niż słuchanie tego bełkotu - stwierdził rycerz i skupił się na zajrzeniu wgłąb umysłu sitha.

***

Przesłuchanie trwało już półtorej godziny, a pojmany mężczyzna nie odezwał się ani słowem. Lux zaczynał się powoli niecierpliwić. Ten człowiek był uparty nawet jak na separańca.
- Pytam po raz ostatni, dla kogo pracujesz?! - wrzasnął pan Asdojhutyjik
- Och, wątpię, żeby był to ostatni raz. Będziesz pytał póki nie odpowiem - odezwał się ku zdziwieniu wszystkich Sarx
- Jak śmiesz tak do mnie mówić?! Wiesz kim jestem?
 - Jakimś skorumpowanym politykiem. A ja nie mam zamiaru odpowiadać na cokolwiek, póki twoi Jedi próbują włamać mi się do głowy - odpowiedział spokojnie sith
- Co to ma znaczyć?! - prawnik zwrócił się do Anakina i Obi-Wana
- Nie mam zielonego pojęcia. Prawdopodobnie usiłuje się wykręcić od odpowiedzi - odparł spokojnie Kenobi, szturchając Skywalkera
- Na pewno, wszyscy Separatyści tak robią - potwierdził Wybraniec, przestając włamywać się do umysłu Sarxa
- Teraz dużo lepiej, ale kłamać to wy nie umiecie nędzni Jedi - powiedział szyderczo mężczyzna
- Nie będziesz to wyzywał Jedi, tylko odpowiadał na pytania! - krzyknął Zomvin
- Twoje nędzne pytanie bez sensu? Powiem wam tyle, że jesteście zgubą sam dla siebie. Mój mistrz już dawno wszystko zaplanował. Wasza Republika już niedługo upadnie, a wy wszyscy zginiecie.
- Czy to ty jesteś odpowiedzialny za dzisiejszy zamach? - spytał polityk ignorując wypowiedź
- A ci nędzni przestępcy wam tego już nie powiedzieli? - odpowiedział pytaniem sith zbijając prawnika z tropu
- Czy miałeś jeszcze innych wspólników? - Wyrwał się jakiś senator
- Chodzi wam o tą smarkulę Jedi? W życiu nie zniżyłbym się do poziomu współpracy z Jedi - odparł spokojnie Separatysta. Nagle przesłuchanie przerwało pikanie holokomunikatora. Ktoś poprosił o podejście pana prawnika, któy po chwili rozmowy znów odwróciła się twarzą do zebranych.
- Otrzymałem właśnie zlecenie od Kanclerza Palpatina, by przetransportować więźnia na Coruscant, gdzie odbędzie się jego proces. W związku z informacjami, które przed chwilą otrzymaliśmy, uniewinniam też Ahsokę Tano - to zdanie wypowiedział z lekkim oporem - Zamykam posiedzenie, do widzenia.
- Czyli wracamy do domu? - zapytał Anakin Obi-Wana
- Cóż, negocjacje teoretycznie się jeszcze nie skończyły, ale większość rządu pewnie poleci na Couruscant, więc zapewne tam się one skończą. Po za tym ktoś musi pilnować tego sitha w czasie podróży, a skoro Jedi są na miejscu to czemu by nie mieli to być oni? Wobec tego prawdopodobnie tak - odpowiedział Kenobi
- To dobrze.

_______________________________________

Hejo!!!!!
Ludzie, piszę ten rozdział od ponad tygodnia i w końcu udało mi się go skończyć. Właściwie miałam zamiar napisać więcej, ale wyszło mi tak, więc chyba tamto trochę rozwinę i napiszę dodatkowy rozdział., a potem będzie chyba BUM. Ale bez spoilerów.
Nie wierzę, że to mój pierwszy rozdział w tym roku szkolnym. Czuję się jakbym chodziła do gimnazjum już o wiele dłużej niż półtora miesiąca. Ale przynajmniej mam spoko szkołę i klasę. A jak u was?
Dobra, ja już nie zanudzam i idę oglądać Piratów z Karaibów.

Dedyk dla:
Takich dwóch osóbek z mojej klasy, które zapewne tego nie czytają, ale wiem, że też uwielbiają SW

NMBZW!!!

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Rozdział 17

Obi-Wan pędził przez Onderońską puszczę już od dobrych kilkunastu minut. Po drodze próbował za pomocą Mocy skontaktować się z Anakinem, jednak coś ją zagłuszało. Nie podobało mu się to. Kenobi miał nadzieję, że jego były padawan nie wpakował się w żadne kłopoty, jednak w związku z zaistniałą sytuacją szczerze w to wątpił. Po za tym dla Anakina Skywalkera dzień się nie liczył, jeśli nie wpakował się w jakiekolwiek bagno. A oczywiście z większości to Kenobi musiał go wyciągać. Choć właściwie, Wybraniec też go czasem ratował, a potem uwielbiał mu to wypominać.
Jedi pokręcił głową, odrzucając od siebie myśli o ex padawanie. Po kilku kolejnych minutach dobiegł do włazu , który najprawdopodobniej prowadził do więzienia. Stejwończyk bez wahania wstąpił w oglucony mrok.

***

- Czy ja tu wyczuwam podtekst "będzie ono bardzo krótkie"? - Zapytała Ahsoka próbując wypatrzeć autora pogróżek
- Jak się tego domyśliłaś? - Odpowiedział głos i w pole widzenia Tano i Skywalkera wskoczyła postać w kapturze.
- Trudno nie było, wszyscy którzy uważają się za najpotężniejszych na świecie powtarzają to samo, a potem kończą za kratkami, albo martwi - włączył się do rozmowy Anakin
- Och, nie jestem najpotężniejszy na świecie, ale miło, że tak uważasz. - Odpowiedział mężczyzna i zaatakował Jedi, bez większego zaskoczenia z ich strony, czerwonym mieczem świetlnym.
- Chyba w twoich snach. - Odpowiedział Wybraniec i zaczął atakować sithański pomiot. Po chwili, do walki dołączyła się również Ahsoka. Skywalker nie miał pojęcia, skąd wzięła swoje miecze, ale nie interesowało go to teraz. Ważne, że nie wyszła z wprawy, co mimo krótkiego czasu bez treningów było u niej możliwe. Ledwo zauważył, że mężczyzna zamachną się na niego mieczem. Szybko uskoczył i otrząsnął się z przemyśleń. Na rozmyślanie o Smarku będzie miał czas później, o ile nie zostanie poszatkowany na kawałki. A takiej opcji nie przewidywał.

***

Kenobi usłyszał walkę, jeszcze zanim ją zobaczył. Przyśpieszył i po chwili zobaczył walczące sylwetki. Anakin oczywiście musiał się w coś wkopać i razem z Ahsoką walczyli teraz z jakimś zakapturzonym przeciwnikiem. Chwila, stop. Skąd Ahsoka miała miecze?
- Będziesz tak stał i się patrzył, czy może pomożesz?! - usłyszał głos Anakina
- Nie, będę patrzył jak umierasz, bo za nisko trzymasz gardę - Odkrzyknął mu Obi-Wan i wyskoczył w powietrze atakując tajemniczego przeciwnika w locie.
- Wcale nie trzymam za nisko gardy - Zmarszczył brwi Skywalker
- Czasem trzymasz - odpowiedział starszy Jedi i sparował zadany mu cios.
- Hej, może będziecie sobie później prawić kazania na temat odpowiedniego trzymania miecza i pokonacie tego tu, co? - przerwała ich rozmowę Ahsoka.
- Nie zdołacie mnie pokonać marni Jedi - powiedział ich przeciwnik i zamachnął się mieczem tak mocno, że wytrącił dziewczynie miecz z ręki i zaczął napierać na nią ze zdwojoną siłą, tak, że ledwo dawała radę bronić się swoim shoto.
- Ładnie to tak? - Wykrzyknął Anakin nacierając na złego kolesia (ach, te moje synonimy :D) i zmuszając go do obrony.
- Chyba tylko was, nędzni Jedi obchodzi, jakie zachowanie jest ładne a jakie nie - syknął zakapturzony i odepchnął Jedi Mocą, tak, że znikli z pola widzenia, co nie było trudne, zważywszy za ciemność.
- Sithowie zawsze uczą, że w walce jedyną zasadą jest brak współczucia i litości. - Znów zaatakował Ahsokę, która dopiero co przyciągnęła do siebie swój miecz (ona już nie jest Jedi, a Sarx [ciężko się domyślić, że to on ;)] odepchnął tylko Jedi).
- Czy ty się zawsze wyżywasz na nie-Jedi? - Mruknęła Ahsoka starając się bronić.
- Raczej nie zniżam się do poziomu walczenia z kimś poniżej rangi rycerza, ale mogę dla ciebie zrobić wyjątek - odsyknął jej Sarx, coraz mocniej na nią nacierająć
- Jakoś nie czuję się zaszczycona - odpowiedziała Tano i przeskoczyła nad przeciwnikiem, by zaatakować go od tyłu. Niestety kolo miał za dobry refleks i zdążył się obrócić, oraz zablokować cios. Kolejne uderzenie wytrąciło jej z rąk oba miecze i zrzuciło na ziemię.
- Stang - Zaklęła w myślach togrutanka i zaczęła cofać się byle najdalej od czubka czerwonego miecza skierowanego w jej stronę. Próbowała przyciągnąć swoje miecze, ale w ostatniej chwili zły kolo, zablokował lecące w jej stronę rękojeści Mocą i odrzucił gdzieś daleko.
- Jakieś ostatnie słowo? - spytał szyderczo mężczyzna. Nagle zmysły Ahsoki zarejestrowały ruch gdzieś za plecami sithańskiego pomiotu. Leciutko się uśmiechnęła.
- Owszem, nawet dwa. Masz problem - Powiedziała i gdy tylko na ich przeciwnika skoczyła Anakin przeturlała się w blok i przyciągnęła swoje miecze. Nic jednak zdołała zrobić, bo wkurzony Skywalker stał już nad klęczącym, poranionym złym kolesiem i trzymał mu miecz przy gardle.
- A teraz grzecznie powiesz nam, kim jesteś, dla kogo pracujesz, co planujesz i dlaczego wkopałeś Ahsokę w tą kradzież?
- A jeśli nie będę chciał mówić? Nie możesz mnie zabić Jedi, jestem bezbronny i ranny, a mój miecz leży gdzieś przecięty na pół..
- Lepiej mów, bo Republika nie będzie dla ciebie taka miła jak ja.
- Akurat uwierzę.
- Mów. - W oczach Wybrańca płonęły iskierki złości.
- Powiem ci tyle, że mogę być twoją zgubą i nie jestem jakimś głupim łowcą nagród, żeby mnie ktoś wynajmował, ja nie planuję nic, to mój mistrz, którego nigdy nie pokonacie, a dziewczyna wkopała się sama.
- Anakinie, nie chcę nic mówić, ale chyba tutejsze straże, właśnie zorientowały się co się dzieje i tu idą - Zawołał Obi-Wan
- Przecież czuję - odpowiedział Skywalker
- Emm, to ja zmykam i nie przerywam, nie chcę, żeby mnie znaleźli, pa! - Krzyknęła Ahsoka i wbiegła do glutowatego tunelu, którym przyszli.
- Ahsoka, zaczekaj! - Krzyknął za nią jej były mistrz.
- Idź za nią, ja popilnuję tego tutaj, dopóki nie przyjdzie straż - powiedział Kenobi i w jednej chwili młodszego Jedi już nie było.

- Stang, czy ten tunel musi być tak niski?! - Mruczał Skywalker do siebie pędząc za Tano. Ona na pewno zrobił użytek, ze swojego niższego wzrostu i już dawno jej nie było. Ku jego zdziwieniu przy wyjściu spokojnie, powoli szła sobie w kierunku bazy Rebelii.
- Ahsoka, zaczekaj! - wrzasnął do niej
- Czego chcesz Anakinie? - Spytała odwracając się w jego stronę.
- Na przykład porozmawiać? - odpowiedział jej
- Może później, nie teraz - powiedziała i zaczęła się oddalać
- Ahsoka!
- Mówię, że nie chcę rozmawiać - powiedziała dalej idąc w swoim kierunku
- Ahsoka, teraz będzie wszystko dobrze, wróć ze mną do Zakonu - powiedział podchodząc do niej i przytulając ją.
- Nie mogę Anakinie. Tam już nie będzie jak dawniej. Jeszcze nie teraz.  Wyrwała się z jego uścisku, i Skywalker mógł przysiąc, że odbiegając miała w oczach łzy.

__________________________________________________

Hej, to znowu ja was męczę, moją twórczością. No ale przy rozmowie z Madzią dostałam weny, więc trzeba było wykorzystać zanim zwieje. No i powstało to na górze.
Mam nadzieję, że się spodoba, ba na ostatnie dni wakacji mój mózg kompletnie nie pracuje.
Po za tym ja nie chcę do nowej szkoły! Nie chcę do gimnazjum! NIE CHCĘ!!!!! Dlaczego wakacje są takie krótkie??? No czemu?
Tak nawiasem mówiąc, zbliżamy się powoli do końca sezonu. Ale powoli.

Dedyk dla:
Madzi <3   za dodanie mi weny
Sue   która pewnie wie czemu

NMBZW!!!

środa, 27 lipca 2016

Rozdział 16

    *music*

    Ahsoka pędziła za swoim byłym (Magda! Bo ci już nigdy nie dam pisać!). Wybraniec kopnął stojący w pobliżu kontener na śmieci, odsłaniając tajne przejście do więzienia od strony północnej. Dziewczyna z niesmakiem spojrzała na brudne i niezbyt przyjemnie pachnące ciasne tunele. Skywalker ruszył przodem, wtapiając się w Moc. Czuł dokładnie, co gdzie się znajduje.
    - Teren czysty. - powiadomił dziewczynę.
    - No coś mi się nie wydaje... - Spojrzała na pokryte śluzem burzące się ściany. - Śmierdzi gorzej niż majtki Wndu.
    - Wąchałaś?!
    Tano zignorowała to pytanie i zanurzyła się w cuchnącej dziurze. Wybraniec prowadził i ostrzegał przed ewentualnym zagrożeniem. Togrutanka większość drogi milczała. Musiała przyznać, że przez te wszystkie dni bez rycerzyka bardzo się za nim stęskniła. Brakowało jej tych sarkastycznych sprzeczek, wyzwisk i wspólnego śmiechu. Tak, miała od tego jeszcze Luksa, ale to nie było to samo. Bonteri był w tych sprawach żałosną kluchą. Ale nie mogła zostawić też Wybrańca. 
    - O czym tam rozmyślasz? - Uśmiechnął się niezałosny w sarkaźmie klusek Skywalker.
    - O niczym.
    - Typowa odpowiedź, Smarku. - spojrzał na nią. Dziewczyna mimo wszystko zobaczyła w jego oczach coś innego, nie tylko chęć do wspólnych przekomarzań. Widziała tęsknotę i cichą (na początku Madzia napisałą vivhą XD) prośbę: wróć. Ale było już za późno...
    - Idź. - ponagliła go. Ahs nie chciała już rozpamiętywać przeszłości. W zakonie Jedi nie zaakceptowaliby jej nawet, gdyby wróciła i stała się perfekcyjną padawanką. Chociaż taką i tak by nie została... miała zbyt buntowniczy charakter. 
   Czas ciągnął się niemiłosiernie. Byli oblepieni mokrym śluzem i piaskiem. Chodzili na czworaka, bo strop był może 70 cm nad podłogą. Marne metr siedemdziesiąt Ahsoki sprawnie mieściło się w dziwnym tunelu. Anakin miał nieco gorzej, piętnaście centymetrów więcej i już jest ciasno.
    - Żyjesz ty tam? - spytał w końcu swoją byłą (hihi).
    - Umarłam i jestem duchem - odparła, przeskakując kolejny marmurowy odłamek ściany. Teraz sklepienie było nieco wyżej, z dwa metry nad nimi. Brnęli przez dziwne, nieruszane od dawna przejście.
    - Też ci się wydaje, że tu jest coraz goręcej? - Kopnął leżący nieopodal kamyk.
    - Hm, no może trochę. Ciekawa jestem... Aaach! - Stopa Tano ześlizgnęła się na mokrej mazi. Dziewczyna upadła.
    Podłoga pod nimi zaczęła się niebezpiecznie trząść. 
    - Wszystko okej? - podał jej rękę.
    - Nie podoba mi się to trzęsienie. - Z sufitu osunął się niebezpiecznie wyglądający głaz. - Jesteś pewien, że to dobra droga? - przeskoczyła kolejną górkę żwiru.
    - Nie. - Z sufitu zaczęły spadać małe kamyczki. 
   - Rusz dupę, Rycerzyku! Bo nas zasypie! - Puścili się pędem przed siebie. Prowadziła ich jedynie Moc ("Moc" z małej litery, po mistrzowsku).  Skręcali na ślepo w dziwne korytarze. Im dalej byli, tym bardziej zmieniało się otoczenie. Zdecydowanie było więcej przestrzeni, a gdzieniegdzie pojawiały się samotne lampy. Było to czasem pomocne, ale raz nieźle ich nastraszyło.
    - Dobra, czekaj chwilę - wysapała młodsza. 
    - Och, nie ma potrzeby by się spieszyć. Proszę, rozgośćcie się, w końcu w tych podziemiach spędzicie resztę życia. - Odpowiedział jej niski, męski głos.

***

    Obi-Wan chował się za starym kontenerem (coś ostatnio te kontenery mnie prześladują), bacznie przyglądając się siedzącym na dachu snajperom. Przeczuwał, że zaraz będzie tutaj niezłe zamieszanie, chociaż nie wiedział z jakiego powodu. Plusem sytuacji było to, że żaden ze strażników nie pobiegł za Anakinem, a teraz szukali jego. Gdyby tylko udało mu się zwrócić ich uwagę na snajperów na dachu...
Nagle jeden z nich wystrzelił prosto w okno pałacu.
    (Niewiele myśląc Kenobi udał się to toi-toi'a...) (MAGDA!!! Żadnych toi-toiów!!!)
    - Oczywiście musieli zwrócić na siebie uwagę w ten sposób - mruknął Obi-wan i wychylił się zza kontenera.
    Snajperzy właśnie pakowali mnóstwo świecących pocisków w okna pałacu. Niewiele myśląc Obi-wan zaczął wspinać się na dach budynku. Po chwili już tam był. Natychmiast włączył miecz świetlny i w stylu Anakina rzucił się na snajperów. Zdezorientowani strzelcy zaczęli obsypywać go gradem pocisków, a Jedi rozpoczął sprawnie bronić się przed atakami, (pisanie z Madzią robi swoje... najpierw napisałam "obraniać"). Zauważył też, że napastnikami byli Arweset Galow i Misertym Kimow. Nie wróżyło to dobrze, znał się przestępcach na tyle, żeby wiedzieć, że nie są na tyle głupi, by bez sensu naparzać w polityków, szczególnie z takiej odległości, z której nie są w stanie wycelować w tego konkretnego. To była jakaś grubsza sprawa, a Kenobi nie chciał wiedzieć jaka. Szybko zbliżył się do przeciwników nadal odbijając strzały i poodcinał lufy blasterów należących do agresorów. Przestępcy spojrzeli po sobie i zaczęli uciekać, jednak Jedi szybko ich złapał i oddał w ręce Onderońskiej policji, która zdążyła wreszcie wczołgać się na dach.
    - Jedno z głowy, teraz trzeba znaleźć Anakina... - powiedział do siebie Jedi i zaczął skakać po szczytach budynków, tak szybko, że strażnicy i cała reszta nie mieli szans dojrzeć dokąd zmierza.

_______________________________________

Ja jeszcze żyję!!!!!!
Magda: No coś mi się nie wydaje, gdyby nie ja to byś tego nie napisała. A i tak to kótkie jak ogon świni. Poza tym chcę oglądać Maracculum! Czy jak to się pisze. Ni wyrywaj mi komputera. Chcę to szybko skończyć i włącz mi moją bajkę!
Po pierwsze: sama mówiłaś, że mam już skończyć, ja bym mogła pisać dalej. I to, że napisałaś więcej to tylko dlatego, że nie chciałaś mi dać kompa.
Po drugie: Miraculum i mi się nie chce tego oglądać. Ja chcę Piraci z Karaibów 3
Po trzecie: to mój komputer i mogę ci go wyrywać ile chcę.

Magda: Daj na koniec tego screena z synonimy.pl
Ok. Ludzie oto jedna z rzeczy, które robimy przy pisaniu rozdziału, oprócz dziwnych zdjęć, słuchania muzyki, itp.

I to to Madzia wyszukiwała
Magda: I na górze tyle pootwieranych kart XDD I ps: odwal się od moich wiadomości w telefonie -_-
Dlaczego? Napisałam tylko dwie...

Dedyk dla:
Vanessy

NMBZW!

czwartek, 5 maja 2016

Rozdział 15

 - Przede wszystkim - zaczął Anakin - musimy wiedzieć, jakie dokumenty zostały wykradzione. 
    Bonteri westchnął teatralnie. Znowu musiał łamać kodeks senatora? Już raz się wygadał Ahsoce, a teraz jeszcze jakieś typy Jedi (których swoją drogą znał) wypytują go o to samo. Chociaż dziwne, bo powinni wiedzieć co było wykradzione...
- A nikt wam nie powiedział? Skoro macie się zająć tą sprawą to powinni wam powiedzieć co dokładnie zniknęło.
- Tak się składa, że nikt nie chciał nam powiedzieć nic oprócz tego, że to były ważne pliki. No i oczywiście łatwo się domyślić, że jakieś kody do cel, bo inaczej więźniowie nie uciekliby nie włączając alarmu. Ale na pewno wykradziono coś jeszcze. Co? - spytał Anakin
-  Nie mogę powiedzieć wam więcej. Nie i nie. To tajemnica...
- Aha. Czyli jak to są plany bomby atomowej to też nam nie powiesz? Wolisz zniszczyć świat czy złamać jakieś głupie zasady? - Obi-Wan uniósł lewą brew. Wyjątkowo zgadzał się z Anakinem, w kwestii zasad.
    - Nie, aż tak to nie. Chodzi o to, że to są tajne dane o podziemnych więźniach i kwaterach z mega mocnymi bronia... - urwał i złapał się za usta.
- Brawo. Dostaniesz cukierka w nagrodę - Skywalker rozsiadł się wygodnie na kanapie chłopaka - A teraz druga sprawa.
- Gdzie jest Ahsoka i co zrobiliście, że was nie złapali? - wtrącił się Kenobi lekko poruszając palcami prawej dłoni (ludzie, ja wiem, że to zdanie jest bez sensu. Ale jest potrzebne). Luksowi zdawało się, że coś mu pokazuje...
- Język migowy! (w sensie to coś co nie wiem jak się nazywa, ale jakiś mistrz Jedi używał w Wojnach Klonów, więc niech będzie) Dobrze, że w Onderońskiej Rebelii każdy musiał go umieć, bo byłoby kiepsko - Zrozumiał chłopak - Chwila... 
- Masz grać jakbyś się jeszcze nie zorientował. Tylko udajemy rozmowę o Ahsoce - Pokazał mu Kenobi
- Jasne - odmigał senator - Poszła gdzieś... Skąd mam wiedzieć gdzie - powiedział
- Na pewno? - wyrwał się Skywalker pokazując do niego - Gdzie jest to więzienie?
- No nie wiem! Uciekła sobie gdzieś przez okno wrzeszcząc "To nie ja!". Skąd mam wiedzieć gdzie jest? - Powiedział chłopak - W lesie. Gdzieś dwa kilometry na wschód od bazy Rebelii
- Oczywiście. Trudno, sami jej poszukamy - mruknął Wybraniec wstając - Dzięki za infromacje
- Do widzenia senatorze - ukłonił się Obi-Wan i Jedi wyszli
    Lux usiadł na kanapie.
- Biedna Ahsoka... co ona teraz sama zrobi... - pomyślał - Hmm... zapewne nabija się ze mnie, albo pakuje się w kłopoty. Oby nie to drugie - westchnął


***

- Czy tobie ten plan też się nie podoba? - Spytał Arweset Galow, gdy z Misertymem Kimowem skradali się po dachach budynków

- A ma mi się podobać? Jesteśmy przynętami - Odpowiedział drugi zbir
- Plus mamy powystrzelać trochę ludzi z pałacu i wykurzyć króla
- Czyli robota dla przynęty. Połkną haczyk i polecą do schronu, a tam będzie Sarx i  to on się będzie bawił. Mam tylko nadzieję, że tych Jedi naprawdę nie ma w pałacu, bo jak są...
- Nic nie mów. Naprawdę nic nie mów.
- Jasne - Mruknął Galow kończąc rozmowę


***
Anakn i Obi-Wan szli ulicami Onderonu klucząc ku wyjściu do dżungli. Nagle stanęli jak wryci.
- Czujesz? - spytał Obi-Wan
- Nie, wcale - mruknął sarkastycznie Anakin - Oczywiście, że tak. Mamy tu "mały problem" z Ciemnej Strony
- Obawiam się, że nie taki mały - powiedział Kenobi - Musimy natychmiast wracać do pałacu
- Ale mieliśmy pójść sam wiesz gdzie - przypomniał Skywalker, wypatrując śledzących ich Strażników
- Wiem. Ale jeśli tu grasuje ktoś silny Ciemną Stroną, to może jeszcze bardziej wkopać Ahsokę - stwierdził rudy przechodząc na rozmowę przez Moc - Rozdzielamy się. Idź prostą drogą do pałacu, a potem zgub strażników na dachach i biegnij do lasu. Ja pójdę okrężną drogą, więc większość powinna pójść za mną. Sprawdzę co się dzieje w pałacu. Zajrzyj sobie do tego więzienia i jak najszybciej wracaj
- Zapomniałeś o spotkaniu się z Ahsoką. Ona przecież siedzi w tej bazie
- No dobra. Ale postaraj się wrócić jak najszybciej niezauważonym - powiedział starszy Jedi i ruszył w swoją stronę. Młodszy odczekał chwilę i poszedł w swoją. Zgodnie z przewidywaniami Kenobiego, nie śledziło go za wielu strażników; wyczuł tylko jednego.
- Głupki. Po co się kryją skoro i tak można ich wyczuć. Już bardziej by się ukryli, gdyby szli środkiem ulicy przebrani za zwykłych ludzi - pomyślał kręcąc głową. Ten kto zlecił ich śledzenia, czyli najprawdopodobniej Asdojhutjyk (teraz dobrze siostra?), mógłby trochę pomyśleć. To przecież nie boli.
Wszedł na plac przed pałacem. Oczywiście śledzący go strażnik próbował się ukryć gdzieś w cieniu licząc, że pozostanie niezauważony. Totalny głupek.
- Jeszcze trochę poróbcie za głupków, to małe dzieci, was będą umiały w pole wyprowadzić - mruknął do siebie i szybko wbiegł do bocznej kamienicy. Wskoczył na dach jakiegoś niższego budynku i na następny i stanął na najwyższym. Na placu strażnik główkował, gdzie to Jedi zniknął. Skywalker zaśmiał się po cichu z jego głupoty i ruszył biegiem w stronę dżungli. Nagle zauważył dwie sylwetki na innym dachu. Leżały celując z jakiś karabinów do pałacu, ale nie strzelali. Najwyraźniej na coś czekali.
- Obi-Wanie, nie chcę cię martwić, ale na dachu jest dwóch snajperów, którzy celują w pałac - przesłał przez Moc wiadomość Kenobiemu
- Dzięki za informację, właśnie miałem wrażenie, że coś tu puszcza refleksy świetlne z dachu - odpowiedział starszy Jedi - biegnij do Ahsoki, bo tu się zaraz zapewne zamieszanie zrobi i będą po dachach szukać
- Jasne. Przecież właśnie to robię
- Wiem. Tak tylko mówię


***

Ahsoka siedziała sobie spokojnie w bazie Rebelii, dedukując, gdzie mógł się ukrywać gostek w kapturze, gdy nagle do środka wpadł Anakin

- Hej! Mogłeś uprzedzić, że tu przyjdziesz! - krzyknęła
- Ciebie też miło widzieć Smarku
- Po co przyszedłeś? - spytała togrutanka
- Od kiedy od razu przechodzisz do konkretów? - udał zdziwienie Wybraniec
- Od dziś. Po co przyszedłeś?
- Po to, że dwa kilometry stąd jest więzienie z którego zwiali przestępcy - wyjaśnił Skywalker
- Dwa kilometry stąd? Gdzie? Przecież lataliśmy z Rebelią po połowie dżungli i go ni widzieliśmy.
- No ale jest. Mam tą informację od Luksa, więc raczej jest prawdą
- Idę z tobą sprawdzić - powiedziała Tano wstając
- Nie idziesz. Nie mogą cię zauważyć - zaprotestował Anakin
- Wiesz, że i tak pójdę - uśmiechnęła się wyzywająco dziewczyna
- Doskonale o tym wiem, ale spróbować nie zaszkodzi Sprawdzałem tylko, czy nikt mi Smarka nie podmienił
- Nic o tym nie wiem. A upartości uczyłam się od najlepszych - powiedziała nastolatka z uśmiechem i wyszła
- Co, że ode mnie? - Uśmiechnął się również Anakin i ruszył za nią.

__________________________________________________________


Dobra ludzie, jest rozdział! Cieszmy się wszyscy, Emi się wyrobiła! A to wszystko dzięki mojej kochanej siostrzyczce, która mi napisał fragment i zmotywowała mnie do napisania tego rozdziału. Dziękuję Madziu! :*

Sorki, że tak nie ma rozdziałów, ale dopiero w zeszłym tygodniu wyszłam na prostą z konkursami. I zapewne jeszcze trochę rozdziały się będą pojawiać w kratkę, bo do połowy czerwca mam weekendy zawalone. No sorki, ja tego nie wymyśliłam.
Wiem, że blog wygląda na razie nie za pięknie, ale ja serio wciąż nad tym pracuję. Nawet podręcznik do projektowania stron internetowych czytam, żeby tu coś ładniejszego zrobić, a mam na karku dwie lektury. No ale trudno, obydwie na za tydzień, czy tam za dwa. Dobra, co ja tu będę gadać i tak pewnie nikt tego nie czyta.
Dedyk dla:
Madzi

NMBZW!!!

środa, 4 maja 2016

Star Wars Day!!!

No wiem, że już się kończy, ale chciałam przypomnieć, że mamy dzisiaj dzień Gwiezdnych Wojen!
Po za tym jak można zauważyć mam nowy wygląd bloga, nad którym wciąż pracuję, ale miał być na dziś, a Madzia mnie zmusiła mnie do wstawienia go wczoraj wieczorem. I ludzie szacun dla Wiki, która ma cierpliwość do tego wszystkiego, bo te szablony to serio nie jest takie hop-siup. I kody CSS (te od takich fajnych zakładek) to też masakra.
Chciałam na dzisiaj napisać rozdział, ale niestety przedłużyła mi się wczoraj sprawa z szablonem, a dziś nie miałam czasu, ale jutro postaram się wstawić. Hmm, chyba nadużywam słowa "ale". Dobra, nieważne. W każdym razie szczęśliwego dnia SW, z którego zostały niecałe dwie godziny.

May the 4th be with You!!! Forever!!!