sobota, 24 grudnia 2016

Prolog sezonu 2 (rozdział 23)

Osiem miesięcy minęło od pamiętnej bitwy o Couruscant.
Odkąd Kanclerz Palpatine okazał się zdrajcą.
Odkąd urodziły się bliźniaki, a Anakin Skywalker odszedł z Zakonu Jedi.
Tak wiele zdarzyło się tamtego dnia.

Teraz zdaje się, że wojna nareszcie jest skończona.
Ostatnie odziały Separatystów są pokonywane.
Kanclerz Palpatine jest poszukiwany przez wszystkich łowców nagród  galaktyki.

Ale czy ciemność na pewno jest pokonana?
Czy równowaga już zapanowała?
Czy sithowie czekają już tylko na swój koniec?
Czy zagrali już ostatni akt?

A może ciemność odradza się w cieniu?
Czy pozorny pokój może się naprawdę skończyć?
Czy Republika poradzi sobie bez Anakina Skywalkera i Ahsoki Tano?
 Nikt nie wie co może się zdarzyć...

Ale jedno jest pewne.
Równowaga to nie tylko światło, ale też i cień.

________________________________________

Cześć ludziki!
Oto jest prolog do sezonu drugiego. Jest trochę dziwny i krótki, ale nie chciałam robić takiego typowego, więc tak.
Niedługo powinien się pojawić pierwszy rozdział, tylko muszę mieć czas na dorwanie się do kompa.
W ogóle to nie chciałam tego wstawiać dzisiaj, ale niech będzie, że to taki prezent gwiazdkowy ode mnie.
NMBZW!

One-Shot świąteczny

- W domu Skywalkerów od rana panowała świąteczna atmosfera. Padme siedziała w kuchni, pomagając służkom w przygotowywaniu potraw na wieczór, a Anakin z dziećmi ozdabiali dom. No w gruncie rzeczy to były Jedi odwalał cała robotę i sprzątał potłuczone bombki po bliźniakach. Nauczyli się chodzić i mówić wyjątkowo szybko, nawet jak na dzieci czułe na Moc, ale rozumu im nie przybyło.
- Tato! On mi zablał bompte! Ja ją miałam powiesić! - wrzasnęła Leia, usiłując wyrwać bratu ozdobę
- Nieplawta! Ja miałem! - Luke zaczął uciekać, trzymając w dłoniach czerwoną kulkę – Mamo!
- A takich nie ma dwóch? - spytała senatorka, wyglądając zza drzwi kuchni, jednocześnie mieszając coś w misce
- To im wytłumacz, że są takie same – westchnął zrezygnowany mężczyzna zawieszając łańcuch na świątecznym drzewku
- Ty im wytłumacz. Sam się podjąłeś tego zadnia, to masz – zachichotała Padme i wróciła do garów
- Niby kiedy powiedziałem, ze chcę z tymi diabłami dekorować choinkę? - spytał Anakin powietrze i pobiegł za bliźniakami, które właśnie usiłowały pozabijać się bombką.
Po dziesięciu minutach, kiedy w końcu rodzeństwo doszło do chwilowej zgody rozległ się dzwonek do drzwi.
- Kto to, kto to? - dzieci rzuciły się biegiem w stronę wejścia. Oczywiście były Jedi był tam przed nimi, mimo że nie biegł, na co zareagował zbiorowym jękiem. Skywalker pociągnął za klamkę, a jego oczom ukazała się postać nastoletniej togrutanki
- Ciocia Ahsoka! - pisnęły radośnie dzieciaki i zaczęły przytulać się do nóg dziewczyny
- A ty tu co robisz? Jeszcze nie ma piątej – zdziwił się jej dawny mistrz, ale gestem zaprosił ją do środka
- Twoja żona wezwała wsparcie – zaśmiała się nastolatka biorąc Luka i Leię na ręce – podobno macie mały kryzys bombkowy
- Chciałbym, żeby był mały. Te małe potworki nie mogą się przestać kłócić o to, kto co zawiesi, chociaż i tak prawie nie sięgają do choinki, a większości ozdób jest co najmniej po dwa.
- A wielki Anakin Skywalker nie umie sobie poradzić z własnymi dziećmi – podsumowała ze śmiechem Tano – No dobra brzdące, to co teraz wieszamy?
- Ja to! - krzyknęły równocześnie bliźniaki, wskazując na tę samą ozdobę.
- Widzisz już na czym polega problem? - mężczyzna podniósł z ziemi identyczną kulkę i spróbował podsunąć dzieciom, które właśnie zaczynały się szarpać. Oczywiście nie zwróciły na to najmniejszej uwagi.
- Chyba tak – uśmiechnęła się szeroko Soka – Tylko, że ja jestem od ciebie mądrzejsza – wyrwała kłócącemu się rodzeństwu bombkę – Jeśli się nie pogodzicie, to ja będę wszystko wieszać – zagroziła
- Nieee! - zaprotestowało zgodnie rodzeństwo i wybrali różne ozdoby na dowód
- No i proszę – dziewczyna wzięła na ręce Luka, żeby mógł powiesić swoją bombkę
- Czasami nie wiem, czy mam ci dziękować, czy przed tobą wiać – pokręcił głową Anakin i podsadził Leię
- Wiesz, uczyłam się od najlepszych, więc sam sobie odpowiedz

Po godzinie, kiedy dom Skywalkerów wyglądał jak siedziba Świętego Mikołaja, Ahsoka zmyła się, by przygotować się do kolacji. Po czterdziestu minutach była z powrotem, tym razem w towarzystwie Luksa.
- Wujet! - małe diabełki rzuciły się na Bonteriego z radosnym piskiem. Tano zostawiły w spokoju, więc mogła się swobodnie zwijać ze śmiechu na widok przerażonej miny chłopaka.
- Hej, Ahsoka, Anakin, chodźcie tu, potrzebuję pomocy – krzyknęła Padme z sąsiedniego pokoju. Senator rzucił ostatnie błagalne spojrzenie w kierunku nastolatki, ale ta z uśmiechem pokręciła głową i za byłym mistrzem poszła pomóc kobiecie
Po pięciu minutach w progu pojawiły się Barriss z Ventress, a bliźnięta uciekły do swoich pokojów. Nie wiedzieć czemu bały się wiedźmy, więc dziewczyny miały spokój.
- Cześć, Ventress, cześć Barriss! - Przywitała się z nimi Soka nie wychodząc z salonu
- Poznajesz, że to my, po tym jak ta dzieciarnia ucieka? - spytała Assaj wchodząc do pomieszczenia
- Być może – wyszczerzyła się Tano, układając ostatnie nakrycie na stole – A teraz idźcie powiedzieć tej dzieciarni, że mają szukać pierwszej gwiazdki.
- Jasne – Offe ruszyła do pokoju bliźniaków.
- Tam! - krzyknęli jednocześnie Luke i Leia po kilku minutach
- Tylko bez kłótni! - uprzedzili jednocześnie Padme, Anakin i Ahsoka, kiedy chłopiec otwierał buzię
Przez kilkanaście minut wszyscy składali sobie życzenia, a kiedy mieli zasiadać do stołu, rozległ się dzwonek.
- Kto to? - tym razem to najmłodsi Skywalkerowie byli pierwsi przy drzwiach
- Obi-Wan? - zdziwił się ojciec potworków
– Co ty tu robisz? - kolejne pytani zadała Tano
- W świątyni jest strasznie nudno, więc pomyślałem, że wpadnę do was na chwilkę. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam – wyjaśnił Jedi
- Oczywiście, że nie. Przy każdym stole jest miejsce dla zbłąkanego wędrowca – uśmiechnęła się ciepło pani domu podchodząc do zgromadzenia
- Wujet? - zapytał Luke, niepewnie patrząc na Kenobiego
- Oczywiście, że tak – powiedziała nieco złośliwie dathomirianka wychylając się zza progu salonu
- Łii! - rodzeństwo radośnie przykleiło się do nóg stejwończyka. Ahsoka zaczęła się śmiać, a po chwili dołączyła do niej reszta.
- Przynajmniej raz to nie ja jestem ofiarą – stwierdził zadowolony Lux
- Ty zawsze będziesz ofiarą – pokazała mu język Soka i wzięła na ręce Leię, która po chwili znalazła się na plecach senatora
- Ja tes ce! - zażądał Luke, obserwując szczęśliwą siostrę. Jego życzenie omal się nie spełniło, ale do akcji wszedł Wybraniec, zabierając swoje dzieci
- Czy ty zawsze musisz być dla niego taka złośliwa? - spytał byłą padawankę
- Mówiłam, że uczyłam się od najlepszych
- To zgadnij od kogo ja się nauczyłem
- No ode mnie na pewno nie – uprzedził Obi-Wan
- Nie, wcale – mruknął pod nosem Skywalker i poprowadził wszystkich do stołu.
Po pół godziny jedzenia, bliźniaki zaczęły rzucać tęskne spojrzenia w stronę choinki, pod którą piętrzył się stos prezentów. Wiedząc to, Anakin pozwolił im porozdzielać wszystkim pakunki. Oczywiście zrobił to specjalnie, gdyż maluchy nie umiały czytać. Po kilku minutach Barriss zlitowała się nad nimi i wybrała paczki, które były dla nich. Maluchy pociągnęły je do swojego pokoju, z zamiarem nie wychodzenia do końca wieczoru. Po chwili zrobiła się mała zadyma, gdyż Ahsoka zrobiła Anakinowi prezent z wmontowaną minibombą z huttcim łajnem. Na szczęście dla niego ładunek, miał za zadanie tylko opryskać mu twarz, a nie cały pokój. Skywalker udał się do łazienki, a jakiś czas potem znikła również Padme. Małżeństwo znalazły Barriss i Ventress. Natychmiast pobiegły z chichotem do salonu i pociągnęły za sobą Sokę, przerywając jej rozmowę z Luksem, który w skutku pobiegł za nimi. Dziewczyny zatrzymały przed wejściem na taras i gestem kazały być cicho. Przy barierce stała para i całowała się.
- No i co to takiego? Nie powinniśmy na to patrzeć, to ich prywatne… - zaczął gadać szeptem Bonteri
- Siedź cicho modnisiu. Ma ktoś aparat? Ja chcę takie zdjęcie oprawione w ramkę – stwierdziła Soka dusząc śmiech
- Niestety nie – Barriss zrobiła smutną minkę
- Ale oni cię tylko całują, ludzie co wam? - szeptał nadal klucha
- No. Od kilku minut. Pod jemiołą – odezwała się wiedźma, wskazując na maleńką roślinkę, wiszącą nad dwójką
- Sama ją tam powiesiłam – mruknęła Tano – w sumie jemioła wisi w całym domu, Anakin tak chciał, na przykład tu też jest – wskazała palcem w górę. Roślinka znajdowała się centralnie nad nią i chłopakiem
- Dobra, my spadamy, może znajdziemy coś, czym da się zrobić im fotkę – uśmiechnęła się znacząco Offe i powlokła za sobą rechoczącą Assaj
- Eee, co? - togrutanka chciała pobiec za nimi, ale senator złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie. Dziewczyna próbowała mu się wyrwać, ale po chwili przestała.
- Podobno pocałunki pod jemiołą przynoszą parze szczęście – wymamrotał Lux, wpatrzony w roślinę. Po chwili spojrzał dziewczynie w oczy – Wierzysz w to?
- A powinnam? Szczęście jest ty, co udało ci się wypracować. Nie ma czegoś takiego jak kwestia przypadku. Wszystko jest czyjąś wolą – odpowiedziała, również spoglądając chłopakowi w oczy.
- Jak uważasz – objął togrutankę mocniej i pocałował ją. Oddała pocałunek. Pobili chyba rekord Padme i Anakina, którzy na szczęście nie mieli zamiaru jeszcze opuszczać tarasu, a Ventress i Barriss trzymały się z dala.

Matko, jestem z siebie dumna. Wyrobiłam się z tym one-shotem. Już myślałam, że nie dam rady.
W sumie ta końcówka jest bezsensu, ale koniecznie chciałam wsadzić Luksokę pod jemiołę. Więc tak. I w ogóle to wszystko jest bezsensu, ale miałam piękny pomysł, więc to, że się nie mieści w żadnej sferze czasowej, nie jest ważne XD
No i dzisiaj Wigilia, więc Wam życzę przede wszystkim dużo zdrowia, szczęścia, prezentów, spełnienia marzeń i przede wszystkim weny.

Dedyk dla:
wszystkich

NMBZW!
I Wesołych Świąt!

czwartek, 8 grudnia 2016

Rozdział 22 (epilog sezonu pierwszego)

Anakin nie mógł usiedzieć w Sali Rady. To niesprawiedliwe, że mistrz Windu kazał zostać mu w Świątyni, gdy sam poszedł aresztować, lub - co było bardziej prawdopodobny - zabić Kanclerza. To przecież on sam odkrył, że Palpatine jest sithem, a teraz musiał siedzieć i czekać. W dodatku Padme mogła umrzeć, a polityk twierdził, że wie jak ją uratować. Wybraniec podszedł do okna, patrząc się w kierunku apartamentu Amidali. Warknął z bezradności. Tak strasznie bał się o ukochaną... zrobiłby dla niej wszystko.
- Nawet zdradził przyjaciół? - zapytał cichutki głosik w jego głowie - Zostałbyś sithem i zniszczył swoją rodzinę, bo Padme może umrzeć? 
Nie. Ten głos z mózgu miał rację. Nie zrobiłby tego, znalazłby inne wyjście...
- Na pewno? - szept nie dawał mu spokoju
- Zamknij się - mruknął Skywalker, waląc się w czoło. Jego umysł już się nie odezwał, przynajmniej na razie, ale zamiast tego zaczęły go męczyć okropne przeczucia... 
 Po kolejnej minucie gapienia się w miasto Jedi nie wytrzymał. Wybiegł z pomieszczenia i skierował się w stronę lądowiska. Musiał zobaczyć co dzieje się w gabinecie Kanclerza.
   Mężczyzna wyskoczył ze swojego statku i praktycznie przeleciał przez główny korytarz. Jego przeczucia nasiliły się. Czuł, że stanie się coś strasznego... i powiązanego z Ciemną Stroną. To nie była dobra wiadomość. Wpadając do windy wyczuł śmierć Jedi znajdującego się w budynku. Pędząc w stronę drzwi do biura Palpatina zobaczył osuwającego się na ziemię mistrza Tiina. Wparował do pokoju chwytając miecz świetlny, by pomóc Windu, lecz stało się coś niewiarygodnego... Czarnoskóry uklęknął przed mendą (#te synonimy XD).
- Mój czas nadszedł mistrzu - odezwał się już-nie-całkiem rycerz pokoju, pochylając głowę
- To zależy jedynie od wyboru Wybrańca - odparł chłodno Sidious. Spojrzał w stronę Anakina - Co wybierzesz młody Skywalkerze? Dołączenie do mnie i uratowanie Padme, czy śmierć twoją i wszystkich twoich bliskich?
- Nigdy nie przejdę na Ciemną Stronę - odpowiedział Wybrany, a z jego głosu biła odwaga (o mamciu co to za określenie XD ale nich już jest, bo nie wiem, jak to napisać).
- Więc zginiesz - syknął nowy sith i zrywając się z klęczek, zaatakował z furią.


***

Ahsoka leciała ścigaczem Luksa łamiąc prawdopodobnie wszystkie możliwe przepisy. Choć przy tym co mogło się stać, parę mandatów wydawało się niczym.
- Czy ta kupa złomu nie może ruszać się szybciej? - mruknęła waląc w kierownicę pojazdu. Oczywiście nie był on kupą złomu, tylko jednym z najnowocześniejszych istniejących modeli, ale Tano zdawało się, że jej środek transportu wlecze się jak stary frachtowiec, którym lecieli z Anakinem podczas misji uratowania syna Jabby. Po ciągnących się w nieskończoność dwóch minutach togrutanka wylądowała przed senatem. Statek jej ex mistrza już tam stał. Miała właśnie wbiec do budynku, gdy usłyszała znajomy głos.
- Ej, ty! Nigdzie się bez nas nie ruszasz! - to Ventress krzyczała, galopując razem z Barriss przez lądowisko.
- Co wy tu robicie?! Myślałam, że macie moje przeczucia za głupotę, którą zajmą się Jedi - zdziwiła się najmłodsza dziewczyna
- Przemyślałyśmy to co powiedziałaś i po tym jak nas zaczęły męczyć wizje do kompletu, to stwierdziłyśmy, że nie puścimy cię samej - wyjaśniła Offe
- Wizje były o tym jak umierasz przez swoją głupotę - dodała niepotrzebnie Assaj - To co, idziemy uratować świat?
- Nie macie broni - przypomniała jej sceptycznie szesnastolatka
- No i co? Możemy użyć Mocy, po za tym miecz świetlny to nie wszystko - wiedźma wzruszyła ramionami
 - Trzymajcie się z tyłu i pilnujcie moich pleców. I bez gadania -Dodała widząc, że reszta zamierza protestować - To coś co muszę zrobić przede wszystkim ja. Ale mam też przeczucie, że również odegracie dużą rolę. - po tych słowach Ahsoka odwróciła się i ruszyła w stronę gmachu, a obydwie kobiety tuż za nią.
Tano biegnąc zauważyła przez otwarte drzwi biura Kanclerza walkę, co najmniej wyglądającą dziwnie. Mistrz Windu przypierał jej dawnego mentora do ściany, przy czym Anakin nie wyglądał na opętanego przez Ciemną Stronę.
- Oby nie było za późno - szepnęła sięgając po swoją broń, ukrytą w rękawach. Jednak, gdy wpadła do gabinetu, nie była w stanie zaatakować. Sytuacja ją przerosła.
- Nie jest za późno. Możesz przejść na naszą stronę - syczał Palpatine w stronę Skywalkra, przyglądając się jak jego nowy uczeń przypiera Jedi do ściany - wyzwól swój gniew, swoje przywiązanie. W ten sposób nie uratujesz Padme, a jedynie zginiesz
- Że o co chodzi? - miała ochotę powiedzieć togrutanka. Nie miała pojęcia o co chodziło z senator Amidalą. Z resztą wolała na razie nie wnikać. Faktem jednak było, że Wybraniec się powoli łamał. Nastolatka czuła, jak do jego duszy wkrada się mrok...
- Nie! Nie słuchaj go - chciała krzyknąć, lecz nie mogła wydobyć żadnego dźwięku z gardła. Coś w jej głowie mówiło, ze nic już nie może zrobić, że wybór należy jedynie do mężczyzny. Osunęła się na kolana, czując na sobie zdziwione spojrzenia swoich towarzyszek.
- Nie możesz się teraz poddać - JEJ głos rozbrzmiał w uszach dziewczyny - NIE MOŻESZ.
 W ciało szesnastolatki wstąpiła nowa siła.
- Nie rób tego Anakinie. Nie niszcz własnego przeznaczenia. - Jej głos był mocny i wyraźny. I brzmiał jak JEJ. Jak głos Córki (tak moi drodzy to jest ten moment w którym dowiadujecie się kim jest ONA. I mówiłam ci to Meg).

 Skywalker spuścił na chwilę z oczu wykrzywioną w gniewie twarz mistrza Windu i spojrzał w kierunku z którego dochodziły słowa, każące mu się nie poddać złu. Musiał prawie natychmiast odwrócić wzrok, gdyż z tamtego punktu bił niespotykany blask. Jednak zdawało mu się, że w świetle widzi sylwetkę pewnej togrutanki... i jeszcze kogoś. Kobiety stojącej... w dziewczynie? Raczej na odwrót.
- Nie daj się. - znów rozległo się zdanie wsparcia
- Dołącz do mnie Anakinie. Inaczej zginiesz - nadal próbował rozsiać mrok Palpatine.
- Nigdy - powiedział stanowczo Wybraniec, czując jak wypełnia go nowa siła. Jednak zanim zdążył zrobić cokolwiek poczuł żar miecza świetlnego przy skórze.
- To już koniec - zdążył pomyśleć i zamknął oczy. To jednak nie on miał przywrócić równowagę. On zginie teraz. Ale śmierć nie nadeszła. Uchylił powieki i zobaczył zielony miecz powstrzymujący fioletowe i czerwone ostrze naraz. Twarz osoby broniącej mężczyzny była wykrzywiona z wysiłku.
- Ona długo nie wytrzyma - uświadomiła sobie Skywalker i oprzytomniał. Włączył swoją broń i skierował ją na jeden z wrogich promieni. Zaczął zadawać i parować ciosy, spierając się w morderczym tańcu z samym darthem Sidiousem.
 Po kilku minutach walki do ich pojedynku spróbowała wplątać się Ventress z mieczem mistrza Kolara, jednak nie była w stanie nadążyć za szybkością uderzeń. Zdążył zarejestrować, że Barriss nie była w stanie pomóc Ahsoce. Po kolejnych kilku chwilach Skywalker zdał sobie sprawię, że wygrywa. Jeszcze tylko trochę... Zadał kolejne dźgnięcie i zranił swojego przeciwnika w ramię. Wynik walki był przesądzony, jednak ciemny lord stchórzył. Uciekł z szybkością błyskawicy. Windu również próbował, jednak nie miał tyle szczęścia. Oberwał od togrutanki w stopę i nie mógł biec. Wybraniec podbiegł do niego i miał zacząć atakować przeciwnika ex padawanki, lub zacząć zadawać mu pytania, jednak ten nagle opuścił miecz i został przebity na wylot zieloną i niebieską klingą.
- Nie mogłem nie wypełnić przeznaczenia - wycharczał umierający dawny mistrz Jedi - starożytni sithowie nie stworzyli mnie bez niego. Jeśli ja umieram, ty kiedyś będziesz po naszej stronie - spojrzał na Anakina
- Dlatego ja jeszcze żyję. Żeby Wybraniec utrzymywał równowagę, a nie poddawał się którejś ze stron - odpowiedziała Tano głosem córki, a potem po raz drugi tego dni osunęła się na ziemię, a właściwie w ramiona swojego ex mistrza.
- Ja nic nie chcę mówić, ale chyba Palpatine wam zwiał - mruknęła Assaj wyciągając miecz z ciała Windu
- Może jeszcze nie - dodała Offe wyłączając swój
- No to go gońmy - mruknęła togrutanka stając o własnych siłach
- Jednak zwiał - powiedział mężczyzna patrząc na oddalający się jego ścigacz. W środku siedział lord sith.
- Czyli wracamy do domu - podsumowała szesnastolatka uśmiechając się niemrawo
- Raczej wątpię. Po tym co tu się wydarzyło senat i Rada Jedi nie dadzą nam spokoju przez następne dziesięć lat - sprostował bardzo optymistycznie Jedi
- Super - jęknęły trzy dziewczyny z minami męczenników. Dwudziestodwulatek dołączył do nich.

***


W tym czasie senator Amidala w przyśpieszonym terminie rodziła swoje dzieci. Okazało się, że to bliźniaki.
- Luke i Leia - uśmiechnęła się kobieta biorąc na ręce dwójkę noworodków. Nagle zapikał jej komunikator. Odebrała połączenie.
- Kochanie dziś nie wrócę do domu, mieliśmy okropną akcję, Rada mnie nie wypuści z Sali przez następny tydzień, a potem i tak nie będę miał pewnie spokoju... Przerwał widząc bobasy leżące na rękach Amidali - ...To...
- Luke i Leia - powiedziała Padme uśmiechając się
- To może się jednak wyrwę na trochę... - zamyślił się Skywalker. I podjął decyzję - Do zobaczenia. Kocham cię.
- Ja ciebie też - szepnęła jego żona i przerwała połączenie.


***

Anakin szedł w stronę sal medytacyjnych, a konkretnie tej, w której wyczuwał obecność pewnego zielonego gnoma...
- Wejdź Skywalkerze młody, wejdź - odezwał się goblin jeszcze zanim Jedi zapukał
- Mistrzu Yoda, muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego. - zaczął Wybraniec siadając na wolnej pufie
- Nie wątpię w to ja. Inaczej ciebie tu byłoby nie. Lecz zanim powiesz coś, myśl. Wielkich rzeczy dokonałeś dziś i niejasno myśleć możesz - uprzedził wiekowy mistrz
- Tego jestem pewien - zapewnił młodszy Jedi
- Mów zatem.
- Ja... - mężczyzna wziął głęboki oddech - Mam swoje inne życie. Ukrywałem je, starałem się je pogodzić z byciem Jedi, ale dziś... stało się coś niezwykłego. I wiem, że nie mogę dłużej tak żyć, ukrywając się. Chcę odejść z Zakonu Jedi.
- Hmm - stary ufok (dzięki za fajne słowo Nataly) zasępił się wyraźnie - podejrzewałem ja to. Sądzić ja jednak, że ty tak szybko odchodzić nie. Szanuję jednak twoją decyzję ja.
- Dziękuję mistrzu Yoda - były Jedi chciał odpiąć swój miecz od pasa, jednak gnom pokręcił głową
- Broń zatrzymaj. Przeczucie ja mam, że potrzebna będzie ci.
- Tak mistrzu. - Wybraniec ukłonił się i wyszedł z pomieszczenia. Za drzwiami czekała na niego niespodzianka w postaci dawnej uczennicy.
- Daj sobie spokój z niepotrzebnym gadaniem i powiedz dlaczego to zrobiłeś. Wszystko słyszałam - uprzedziła go dziewczyna, gdy otwierał buzię
- Ehh. Mam żonę i dzieci. Pasuje ci? - mruknął dwudziestodwulatek i ruszył w stronę wyjścia ze Świątyni. Ku jego zdziwieniu Ahsoka, zamiast nawijać jak to możliwe i czemu jej nie powiedział, walnęła się dłonią w czoło.
- To dlatego Palpatine kusił cię wizją ocalenia Padme. Bo jest twoją żoną. Pewnie miałeś wizję jej śmierci. Ale to by się stało, gdybyś przeszedł na Ciemną Stronę, tak jak z moją wizją i jak z wizjami Assaj i Barriss. - zaczęła dedukować Tano - Bo to Padme jest twoją żoną tak? Jak długo? No gadaj coś!
- To mi daj dojść do głosu - uśmiechnął się Wybraniec - Tak, to Padme jest moją żoną, Pobraliśmy się kilka dni po rozpoczęciu wojny.
- No i wszystko jasne.
- I co? Nie masz żadnych pytań, czemu ci nic nie powiedziałem, żadnych pretensji?
- Gdybyś zapytał mnie kilka miesięcy temu miałabym ogromne pretensje, ale teraz... chyba cię rozumiem. - odpowiedziała ex padawanka, gdy wychodzili ze Świątyni
- Ty i zrozumienie ludzi w dziwnych sytuacjach? Co z tobą jest nie tak dziewczyno? - spytał mężczyzna. Po chwili wyłapał jednak jej spojrzenie, skierowane w stronę ścigacza stojącego kilkanaście metrów dalej - No i wszystko jasne - uśmiechnął się nieco kpiąco.
- A idź - szesnastolatka ruszyła w stronę pojazdu. Za kierownicą siedział oczywiście Lux Bonteri.
- Przeżyłaś - stwierdził senator
- Jak widać. A teraz łaskawie złaź z miejsca kierowcy - Jej oczy ewidentnie zdradzały, że wolałaby, żeby ta rozmowa wyglądała inaczej, jednak z powodu obecności pewnego nieco wkurzającego faceta tak być nie mogło.
- Nie ma mowy. Dostałaś dzisiaj ze dwadzieścia mandatów. Masz szlaban na prowadzenie ścigaczy.
- Kiedy zdołałaś zarobić tyle wykroczeń? - zaśmiał się Skywalker
- Jak leciałam ratować ci tyłek - nastolatka pokazała mu język i łaskawie usiadła na miejscu pasażera.
- Oj dobra, dobra. Nie narzekam przecież. Aczkolwiek myślałem, że w Świątyni uczą jeszcze przestrzegać przepisów - pod morderczym spojrzeniem togrutanki odwrócił się i szybko odszedł. Oglądając się przez ramię zauważył jeszcze szeptaną rozmowę pary i ich pocałunek. Odwrócił wzrok.
- No to czas zacząć nowe życie - Powiedział do siebie Anakin, wchodząc do swojego pojazdu. skierował go na drogę do domu Padme.
__________________________________________________
Oto jest epilog do pierwszego sezonu i wiem, że jest strasznie długi, ale chciałam, żeby te wszystkie wydarzenia były w jednym rozdziale, więc tak. Drugi sezon się pojawi, ale być może dopiero w nowym roku. Po za tym mam dla was taką piękną historyjkę:

Dawno, dawno temu, a dokładnie w zeszłym roku, była sobie dziewczynka, która skończyła właśnie oglądać TCW. Bardzo ciekawa dalszych losów Ahsoki zaczęła czytać blogi o jej dalszych losach, a w jej nienormalnej główce zaczęła się kształtować jej własna historia. 8 grudnia 2015r. założyła bloga i zaczęła publikować swoją twórczość.

Tak ludziki, to już rok, odkąd piszę tego bloga. Ktoś uwierzy? Bo ja nie.
W każdym razie chciałam podziękować wszystkim tym, którzy czytali i czytają tego bloga, oraz tym, którzy mnie wspierali i cały czas wspierają. Bez was ten blog nie był by taki jaki jest. Nie chcę nikogo jakoś specjalnie wyróżniać, bo było was naprawdę sporo, ale są osoby, które mają szczególny wpływ na tego bloga, czyli
Madzia <3 moja kochana siostrzyczka, która cały czas mi pomaga, dodaje mi weny i przynosi żelki.
Sue która była moją pierwszą czytelniczką, i która cały czas to czyta i mnie krytykuje, co bardzo pomaga (mam nadzieję, że teraz jest troszkę lepiej sitku)
Jest też mnóstwo inny osób, które czytały i czytają i było was na tyle dużo, że nie chce mi się wypisywać wszystkich imion ;)
W każdym razie wszystkim wam ogromnie
DZIĘKUJĘ
NMBZW!!!!!

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Rozdział 21

Darth Sidious podszedł do okna, wpatrując się w nocny krajobraz Couruscant. Rozmyślał o swoim planie. Wszystko szło jak po maśle. Jego wielki plan chylił się ku końcowi, wystarczyło jeszcze pozbyć się kilku osób, a wtedy nic nie stało by na przeszkodzie Wybrańcowi, w jego drodze ku ciemności. Zdobędzie nowego ucznia, a Sithowie zapanują nad galaktyką. Wiedział, że Jedi nie okaże się na tyle silny, by oprzeć się cierpieniu i gniewowi. Co prawda po drodze musiał zabić jeszcze kogoś... ale wolą przeznaczenia było, by Wybrany przeżył jako rycerz mroku, a ten "plan zapasowy" był kompletnie bezsensowny. Ale cóż miał zrobić, taka była wola starożytnych.

***

Medytujący mężczyzna wzdrygnął się lekko. Czuł, że jego przyszły mistrz rozmyśla o przeznaczeniu, które niedługo miał spełnić. Wiedział, że sith w niego wątpi. Wierzył, że Ten, który ma przywrócić rownowagę, tak po prostu przejdzie na Ciemną Stronę, a on sam zwyczajnie zginie. Ale starożytni nie bez powodu Go stworzyli. Tego, który miał zniszczyć Wybrańca.

(Dadadadam, kończymy rozdział XD)
***

- Nie błagam, nie rób tego! - krzyczała Ahsoka do tajemniczej postaci, mordującej Jedi.
- Bo co mi zrobisz dziewczynko? - rzekł morderca odwracając się w stronę togrutanki - Zabijesz mnie? Raczej wątpię - skierował w stronę dziewczyny miecz świetlny, który, o dziwo, był niebieski.
- Więc się przekonaj! - wrzasnęła Tano i skoczyła na sitha. Ku jej zdziwieniu, przeciwnik nie atakował, jedynie odparowywał ciosy.
- Bawi się ze mną, czy co? - pomyślała, po raz kolejny uderzając w błękitną klingę. Nagle zauważyła okazję. Wróg jakby specjalnie odsłonił swoją lewą stronę. Wystarczyło jedno małe cięcie, a straciłby głowę. Jednak nie była w stanie tego zrobić. Nie wiedziała czemu, po prostu nie mogła.
- Wiedziałem - syknął nieprzyjaciel i zaczął atakować z taką siłą, że nawet najwięksi mistrzowie szermierki nie dali by sobie rady. Ahsoka upadła, a jej miecze poleciały w nieokreślonym bliżej kierunku
- Brak ci charyzmy i odwagi. Litość jest dla głupców - mężczyzna zamierzył się na nią i już miał przebić nastolatkę na wylot, gdy pojawiło się niespotykane światło, które odepchnęło napastnika.
- Nie pozwól by tak to się skończyło.  - rozległ się głos, pochodzący ze światłości.
- Kim jesteś? - spytała była Jedi, próbując przedrzeć się wzrokiem przez jasność
- Tobą - zaśmiał się perliście i przez chwilę, Ahsoce wydawało się, że widzi znajomą postać... JĄ. Nagle wszystko wybuchło blaskiem.
Togrutanka obudziła się ciężko dysząc.
- To tylko zły sen, spokojnie - powiedziała sama do siebie próbując się uspokoić. Tak bardzo chciała uwierzyć w te słowa... Ale wiedziała, że to nie jest żaden koszmar. To była wizja tego co miało się wydarzyć... A może nie? TEN głos powiedział, że to nie może się tak skończyć, więc mogła to być tylko jedna z możliwych wersji przyszłości.
- Do diaska, dlaczego zawsze ja muszę pakować się w najgłębsze bagno?! - fuknęła sfrustrowana. Zrobiła to jednak trochę za głośno, bo z sąsiedniego pokoju dobiegł jęki Luksa.
- Kobieto jest wpół do czwartej rano, możesz nie krzyczeć? - poprosił senator zza ściany ziewając - niektórzy tutaj nie mogą do południa siedzieć w łóżku.
- Będę krzyczeć jak mi się będzie podobało, a jak mi się odechce to przestanę - odpowiedziała dziewczyna obracając się na drugi bok. Czemu musiała mieć sypialnie tuż obok Luksa? Oczywiście wywaliła go z pomieszczenia, które na początku sobie zajął, ale chłopak miał do wyboru jeszcze z pięć innych, a wybrał tą najbliżej.
- To nich ci przychodzi ochota na wrzaski jak nikogo nie ma w domu - poprosił Bonteri i po chwili rozległo się jego chrapanie
- Mhm, jasne - mruknęła nastolatka i przymknęła powieki.
 Po dwóch godzinach nieudanych prób zaśnięcia Ahsoka dała sobie spokój i zamiast spać, postanowiła pomedytować. Usiadła na łóżku i skupiła się. Poczuła jak Moc ją otacza. Natychmiast tego pożałowała. Zobaczyła skróconą wersję poprzedniej wizji... I TEN głos. Gwałtownie otworzyła oczy. Pierwszym co zauważyła, była zatroskana twarz Luksa, znajdująca się nieco bliżej niż powinna. Dziewczyna bez skrupułów walnęła chłopaka w twarz.
- Ej! - zaprotestował, łapiąc się za bolący kawałek głowy (sorry, pisane po przedawkowaniu żelków) - Ja się martwię co ci jest, a ty mnie od razu bijesz!
- Co się martwisz, pomedytować nie mogę? - spytała niewzruszona
- Możesz, ale niekoniecznie ponad osiem godzin, albo jeszcze dłużej, bo nie wiem kiedy zaczęłaś - powiedział chłopak siadając koło niej
- Co?! Siedzę tak od ośmiu godzin?! - wykrzyknęła nastolatka. Mogła przysiąc, że minęło tylko kilka minut...
- Mówię, że może trochę dłużej. Musiałaś mieć sporo do myślenia - stwierdził senator
- Podczas medytacji się nie myśli głupku - mruknęła Tano i ponownie walnęła kotleta w głowę, tylko teraz trochę lżej - wyłącza się myślenie i oddaje Mocy... A zresztą nieważne, i tak nic nie zrozumiesz. W każdym razie mam pewien problemik tak jakby.
- Raczysz mi opowiedzieć, o tym problemie, o wielka Jedi, której wywodów na temat Mocy nie rozumiem? - nastolatek uchylił się przed ciosem
- Jak już sam powiedziałeś i tak nic nie rozumiesz modnisiu - wzruszyła ramionami - I błagam daruj sobie argumenty, przez które miałabym z tobą gadać - dodała podnosząc rękę, gdy Lux otwierał buzię
- Emm, no dobra. To zechcesz o tym pogadać? - zapytał Bonteri zaglądając dziewczynie w oczy.
- Żadna wielka filozofia. Po prostu znów muszę uratować świat, tym razem przed jakimś sithem... albo raczej upadłym Jedi - zastanowiła się Ahsoka, opuszczając wzrok. W sumie ta wersja była bardziej prawdopodobna. To Rycerze Pokoju używali niebieskich mieczy.
- Aha. Wiesz co? jednej rzeczy nie rozumiem. Odeszłaś z Zakonu, więc czemu nie możesz mieć spokoju? - spytał senatorek gapiąc się na ścianę
- Nie wiem, może świat się na mnie uwziął? - zasugerowała Soka. Oczywiście wiedziała przez co tak jest. Bo ONA była w niej. Nagle wpadł jej do głowy ostatni kawałek układanki. Oczywiście wymordowywanie Jedi zachwiałoby równowagę, ale jeśli to co miało się zdarzyć mogło ją zniszczyć na tyle, że ONA ingerowała... Była tylko jedna możliwość. Anakin.
- O nie... W co ty się znów wpakowałeś Rycerzyku... - jęknęła była padawanka Wybrańca i zeskoczyła z łóżka.
- Ale, że co się stało? - Krzyknął za nią chłopak, jednak jego wypowiedź trafiła do drzwi łazienki. Po pięciu minutach wyszła, a właściwie wyskoczyła stamtąd na jednej nodze Ahsoka, próbując założyć drugiego buta.
- Mam BARDZO poważny problem, nie wiem kiedy i czy w ogóle wrócę. - Dziewczyna zawiązała sznurówkę i obróciła się w stronę chłopaka - No więc pa - przyciągnęła swoje miecze z szafki nocnej i skeirowała się w stronę drzwi. Chciała ruszyć, ale Bonteri złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie
- Proszę, nie daj się zabić - poprosił cicho i czule pocałował Tano w usta
- Postaram się - obiecała dziewczyna, patrząc mu w oczy, gdy się od siebie oderwali. Po chwili odwróciła się i wybiegła.
_________________________________________________

Hejo.
Ten rozdział powinien pojawić się jakieś... dwa, trzy tygodnie temu, no ale w końcu mi się udało to napisać. Spora część jest pisana na śpiąco, więc pewnie są okropne błędy i powtórzenia, ale nie chce mi się tego poprawiać.
No i Madzia, masz swoją Luksokę. Dziwnie mi to wyszło, ale kij.
A jutro są Mikołajki, a dzisiaj było fajnie (wtajemniczeni wiedzą czemu :D) Po za tym mam jeszcze dwie paczki żelków i jakąś czekoladę, więc może będę miała wenę.
A w następnym rozdziale będzie to na co czekam od dawien dawna! I i tak większość ludzi wie co, ale ciii. Po za tym strasznie głupia brzmi to "ONA" i ja o tym wiem, ale nie chciałam wymieć jeszcze tego imienia, chociaż pewnie i tak się idzie domyślić kto to.

Dedyk dla:
Batgirl

NMBZW!!!

sobota, 5 listopada 2016

Rozdział 20

Tak jakby coś to jest pół roku po ostatnim rozdziale, a z punktu widzenia Anakina i Obi-Wana dzieje się Zemsta Sithów.


Ahsoka od rana miała złe przeczucia. Lux już o szóstej rano został wezwany do senatu, z powodu porwania Kanclerza, lecz Tano czuła, że nie o nie chodzi. Intuicja podpowiadał jej, że w niedalekiej przyszłości stanie się coś bardzo złego. Około południa nie mogła już usiedzieć na miejscu i ruszyła na dolne poziomy, do jedynych osób z którymi mogła spokojnie porozmawiać o Mocy, wiedząc, że ją zrozumieją.
Po piętnastu minutach wkroczyła w sam środek bitwy. Po jednej stronie pokoju stała Ventress z wiadrem pełnym wody, wylewając jego zawartość na Barriss a po przeciwnej Offe próbowała się bronić i kontratakować, jednak z dość marnym skutkiem.
- Ogłaszam zawieszenie broni! - wykrzyknęła dziewczyna z śmiechem, wychodząc na środek pomieszczenia
- Odmawiam! - odpowiedziała Assaj dławiąc się ze śmiechu
- A ja popieram! - wtrąciła ofiara kryjąc się na togrutanką
- Dobra spokój! - ex padawanka Skywalkera zablokowała Mocą dathomiriankę, która usiłowała właśnie wycelować w miliriankę
- Okej, okej, tymczasowe zawieszenie broni - oznajmiła wiedźma odkładając kubeł z amunicją i podniosłą ręce do góry
- I bardzo dobrze. A jak już zażegnałyśmy konflikt zbrojny, to możemy porozmawiać o tym, dlaczego tu przyszłam - powiedziała Ahsoka
- Masz to dziwne przeczucie? - zgadła Barriss
- To ty też to czujesz? - zdziwiła się Tano
- O to nam poszło. Ona twierdzi, że Jedi stanie się coś złego, a ja uważam, że przeczucia z nimi związane trzeba mieć gdzieś - wtrąciła Siostra Nocy
- Czyli czujemy to wszystkie? - spytała togrutanka, a gdy pozostałe dziewczyny potwierdziły dodała - jeśli mamy przeczucie związany z Zakonem, mimo, że nie jesteśmy Jedi, to musi się kroić coś grubego...
- Czyli ja miałam rację! - wykrzyknęła Offe pokazując Ventress język
- Super, a teraz będziesz mi to wypominać do końca życia? - westchnęła Assaj
- Mniej więcej - uśmiechnęła się złośliwie dziewczyna
- Czy wy się zawsze musicie kłócić jak dzieci?! - wrzasnęła dawna padawanka Anakina - To jest poważna sprawa, a wy się nabijacie! Nie rozumiecie, że może się stać coś strasznego?!
- A twoim zdaniem mamy temu czemuś zapobiec? - dathomirianka wbiła spojrzenie w nastolatkę, splatając ramiona na piersi - jeśli nawet my to czujemy, to Jedi na pewno też. I niech oni się tym zajmą.
- Ale... - Soka zaniemówiła
- W sumie to prawda. Niech Jedi zajmują się sobą, a nam nic do tego - poparła wiedźmę milirianka
- Nie rozumiecie! - krzyknęła Tano i wybiegła z pomieszczenia, zostawiając nieco ogłupiałe kobiety
- Masz rację, nie rozumiemy - podsumowała wiedźma i wzruszyła ramionami


Ahsoka biegła przed siebie, byle jak najdalej od miejsca tamtej rozmowy. Dziewczyny jej nie rozumiały! Ona nadal tak strasznie chciała wrócić do Zakonu, tak strasznie martwiła się o Anakina! Nie wiedziała jak Barrissdała radę tak po prosu zapomniała o dawnym życiu. Lecz togrutanka pamiętała i to bolało. Może i pozornie nie było tego po niej widać, ale od lat uczyła się tłumić i ukrywać emocje. Nikt nie wiedział jak się czuła kiedy była oskarżona. Nikt nie wie, jak nadal się czuje. Jej zachowanie to w większości sposób na skrycie tego co odczuwa wewnątrz siebie. A teraz Jedi grozi niebezpieczeństwo i z jakiś powodów, po tej wymianie zdań z Offe i Ventress zdała sobie sprawę, że to właśnie ich trójka ma zapobiec temu, co miało się zdarzyć. Ona sama. (i tu właściwie powinnam skończyć rozdział, ale wam tego nie zrobię ;))

***

Wybraniec od rana miał jakieś dziwne przeczucie, lecz nie wiedział co mogłoby oznaczać. Chodząc po korytarzach Świątyni widział, że inni Jedi też coś czują. Na początku podejrzewał, że to przez porwanie Kanclerza, ale uczucie nie minęło po jego uwolnieniu.
- Dzieje się coś dziwnego - powiedział sam do siebie nadal błądząc po niekończącym się labiryncie korytarzy siedziby Zakonu - I prawdopodobnie złego
Nagle wpadł na kogoś
- Czy ty się nigdy nie nauczysz patrzeć pod nogi? - rzekł zamiast powitania Obi-Wan
- A ty? - odpowiedział pytaniem Skywalker lekko unosząc kąciki ust do góry
- Zależy czy ty dasz radę - odparł Kenobi również się uśmiechając. Lecz tego dnia nawet prosty uśmiech wydawał się wymuszony
-  Ty też nie masz dzisiaj nastroju? - westchnął Anakin spoglądając na towarzysza
- A ktokolwiek ma? Wszystkich, nawet najmłodszych młodzików męczą dziwne przeczucia, od kiedy Kanclerz bezpiecznie wrócił do Senatu, i nie musieliśmy już się zamartwiać o bitwę nad głowami - rzekł Stejwończyk kręcąc głową
- Moc miewa dziwne kaprysy - mruknął młodszy Jedi
- Dlatego jest niepojęta - pouczył starszy i dla podkreślenia swoich słów podniósł palec do góry - Muszę już iść. Rada zwołuje nadzwyczajne spotkanie, a ciebie chyba wzywał Kanclerz.
- Racja, własnie tam szedłem jak ktoś na mnie wpadł - mruknął Wybrany odwracając się w swoją stronę
- Raczej na mnie - wypomniał jego ex mistrz ruszając we własnym kierunku
Skywalker również miał zacząć iść, gdy nagle uderzyło go uczucie ogromnego smutku i żalu... Ahosoka.

_________________________________________
Dadadadam!!!!!!!
Oto jest rozdział i początek końca. Jakiś dziwny mi wyszedł, ale większość pisałam po odmóżdżeniu się bajkami, więc tak. No i oczywiście wszyscy kochamy bawić się psychiką Soki.
A ja robię coś tajnego, ale i tak wszyscy, którzy gadają ze mną na Skypie wiedzą co to. Chociaż w sumie ci wszyscy to trzy osoby.
A ten rozdział był pisany pod groźbą śmierci z ręki jednej z nich.
To do następnego!

Dedyk dla:
Meg

NMBZW!!!

wtorek, 1 listopada 2016

Rozdział 19

- Wszystko gotowe generale - powiedział jeden z ludzi obsługujących statek
- Zatem skaczemy w nad przestrzeń - odparł Obi-Wan
- Tak jest - odpowiedział pilot i zaczął wciskać jakieś guziczki. Po chwili świat wokół rozciągnął się i pojazd wszedł w nad świetlną.
- Widziałeś gdzieś Ahsokę? - spytał Anakin starszego Jedi, wchodząc na mostek - Nigdzie nie mogę jej znaleźć
- Ostatnio jak wchodziła na pokład, a czemu pytasz? - Odpowiedział Kenobi
- Chciałbym z nią jeszcze porozmawiać zanim wrócimy na Couruscant
- Anakinie, daj jej żyć. Zrobi co uważa słuszne, a ty jej naprawdę nie pomagasz nalegając, żeby wróciła do Zakonu  - odrzekł Stejwończyk
- A skąd ty możesz wiedzieć o czym chcę z nią rozmawiać! Po za tym to moja sprawa - zirytował się Wybraniec, odwracając się na pięcie.
- Wiem, bo cię znam Anakinie - mruknął mężczyzna, patrząc jak jego ex padawan wychodzi.

***

Ahsoka siedziała, a dokładniej wisiała na suficie ładowni. Oczywiście nie leciała na gapę, ale podejrzewała, że nie odpędzi się od swojego ex mistrza, więc wolała od razu zapobiec nieprzyjemnej rozmowie.
- Nie nigdzie jej nie widziałem, od kiedy weszliśmy na statek, ale chyba szła w tym kierunku - usłyszała głos Luxa
- No dobra, poszukam jej, dziękuję za pomoc senatorze - to był Anakin
- Czy on mi już nigdy nie odpuści - jęknęła Tano, starając się jeszcze lepiej ukryć swoją obecność w Mocy
- Smarku, wiem, że tu jesteś - powiedział Skywalker otwierając drzwi - Nie chowaj się
- Pomarzyć sobie możesz - wymamrotała togrutanka
- A po co marzyć, skoro sama dajesz się znaleźć - odparł z uśmiechem Wybraniec, patrząc centralnie na dziewczynę - Gdzieś ty wlazła? Schodź  stamtąd.
- Nie, dzięki jeszcze trochę powiszę - odrzekła Ahsoka
- Jak sobie chcesz, mi to nie robi. To ty wisisz do góry nogami, nie ja - wyszczerzył się Jedi, patrząc jak ex padawanka zeskakuje na ziemię
- Weź ty mi powiedz, czemu mnie prześladujesz. Nie rozumiesz, że jak poprosisz nawet tysiąc razy, żebym wróciła do Zakonu, to ci i tak nic nie da? To nie ja odrzuciłam Jedi, tylko oni mnie. Nie wrócę tam, choćbym resztę życia miała spędzić na ulicy - oświadczyła Tano
- Smarku, wiem, że to Rada cię odrzuciła, jednak ja zawsze byłem przy tobie. Rozumiem cię, ale Zakon bez ciebie nie jest już taki sam. Brakuje mi cię - oznajmił Skywalker
- Mi ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo. Ale nie wrócę, póki Zakon jest taki, jaki jest teraz. Pogrążony w ciemności i wojnie. Nie wrócę, póki Radą kieruje opinia publiczna i strach o własne stanowisko. Bo to nie jest światło. To Ciemna Strona - odparła Ahsoka i wyszła z pomieszczenia tłumiąc łzy. ( I to koniec. Do następnego XD)

Trzy standardowe godziny później, na lądowisku przy Senacie Republiki osiadł statek lecący z Onderonu (skąd mi się wziął taki styl? A z resztą, niech już będzie). Na jego pasażerów czekał już mistrz Yoda i Wielki Kanclerz z eskortą. Gdy z pokładu zaczęli schodzić politycy i Jedi, cień pewnej togrutanki przemknął obok i zaczął kierować się na dolne poziomy.

***

- No co znowu? - jęknęła gwałtownie obudzona Barriss
- Przed chwilą przyleciał statek z Onderonu. I zgadnij, kto był na pokładzie - odpowiedziała Venteress
- Ahsoka? - ożywiła się Offe
- Gratulacje dla spostrzegawczego myślenia. W każdym razie będzie tu za minutę, więc nie musisz spać - odparła dathomirianka
- Ej, jakim cudem, ty zdążyłaś tu przyjść przed nią i co robiłaś na lądowisku Republiki? - spytała milirianka
- O, widzę, że już mózg ci zaczął pracować. To dobrze - stwierdziła łowczyni nagród
- Ale jak??? - dociekała dziewczyna
- Tajemne sposoby - odrzekła sithanka. Nagle rozległo się pukanie.
- Na dolnych poziomach się nie puka, tylko wchodzi! - krzyknęła Siostra Nocy w stronę drzwi
- Jak sobie chcesz, Assaj. Tylko żeby potem nie było, że ty nie wiadomo co robisz, a ja wpadam bez pukania  - powiedziała Tano wchodząc
- Też cię miło widzieć - odpowiedziała wiedźma
- Cześć Ahsoka! - wykrzyknęła była Jedi wyplątując się z koca
- Barriss! Ty jeszcze tutaj? Nie uniewinnili cię?! - zdziwiła się togrutanka
- Uniewinnili, ale ta tutaj pozwoliła mi zostać - wytłumaczyła Offe
- No co? - odpowiedziała Ventress na zaskoczone spojrzenie byłej uczennicy Wybrańca - nudzę się tu czasem, a tak mam na kim zużywać brudną wodę.
- To już się stało tradycją? - spytała ze śmiechem dziewczyna z Shili
- Tak jakby - uśmiechnęła się złośliwie dothomirianka

***

- Co się stało z tym sithem? - zapytał Anakin, widząc wchodzącą do apartamentu żonę
- Oskarżony, osądzony, uznany za winnego i zabity - odparła Padme podchodząc do męża - A czemu pytasz?
- Tak z ciekawości, chociaż to było oczywiste - odpowiedział mężczyzna odwracając się do okna
- Stało się coś? Wyglądasz na zmartwionego. Chodzi o Ahsokę? - spytała Amidala
- Nie, nie chodzi o nią. To znaczy o niż też, ale dostałem z Obi-Wanem misję na kompletnie Zewnętrznych Rubieżach. Nie będzie mnie przez kilka miesięcy -wyrzucił z siebie Skywalker
- Jakoś to przeżyjemy, ale obiecaj mi, że wrócisz żywy - poprosiła pani senator
- Obiecuję - uśmiechnął się Wybraniec i pocałował kobietę w usta. Nie wiedział, że miała mu już od jakiegoś czasu powiedzieć coś ważnego.
- Kiedy wróci - postanowiła była królowa i odwzajemniła pocałunek.

__________________________________

Hejo!
Ten rozdział jest taki... nie wiem. Chyba mi nie za bardzo wyszedł, ale mniejsza. Ważne, że jest, bo początek piszę od jakiś dwóch tygodni, jak nie dłużej. Ale teraz już będzie to na co wszyscy czekali. To znaczy ja, bo tylko grono wtajemniczonych wie co teraz będzie. W ogóle jest tu take małe coś w rodzaju spoilera do następnych sezonów, ale nawet nie wiem, czy to będzie, więc niech sobie jest, bo i tak nikt nie będzie wiedział, że to może być spoiler.
No na sto procent mam tu pełno błędów i powtórzeń, ale nie chce mi się tego sprawdzać, więc zostanie tak jak jest.
Ja nie chcę do szkoły! A teraz się powinnam jeszcze uczyć informatyki, a mi się nie chce, po za tym test mi się nie odpala. A jutro niemiecki i pani oddaje testy... ratujcie mnie.
Dobra, nie będę was zamęczać moim jojczeniem. Trzymajcie kciuki, żeby mi Wena nie zwiała, bop muszę się sprężać za takim magicznym czymś co będzie.

Dedyk dla:
Tych co jeszcze czytają

NMBZW!!!

niedziela, 16 października 2016

Rozdział 18

    Ahsoka biegła przed siebie zlana łzami. Dlaczego życie musi jej tak nienawidzić?! I czemu Anakin jest taki upierdliwy?! Powinna od razu uciec, a nie czekać na niego pod tym wyjściem.
Ale tak strasznie chciała się zgodzić i wrócić z nim na Coruscant, mimo, iż wiedziała, że nie może tego zrobić. To Jedi ją porzucili, przez nich omal nie zginęła jako zdrajczyni Republiki. Barriss miała stuprocentową rację mówiąc, że Rycerze Pokoju utracili swoje światło.
 Właśnie, Barriss. Tano była bardzo ciekawa jak radzą sobie z Ventress. Ta myśl poprawiła jej nieco humor.

***

- I co? - Spytał Anakin, gdy Obi-Wan, wyszedł z tunelu.
- Co, co? - odpowiedział pytaniem Kenobi
- Strażnicy coś powiedzieli? - uściślił Skywalker
- Poza mruknięciem podziękowania, za złapanie tego sitha to nic, ale prawdopodobnie będzie osądzony jak najszybciej.
- Czyli wracamy do pałacu króla i liczymy, że pozwolą nam jeszcze go przesłuchać, albo chociaż wpuszczą na rozprawę, o ile odbędzie się ona tutaj - podsumował Anakin
- Na to pierwsze raczej bym nie liczył i wątpię, żeby Kanclerz już nie poprosił o przysłanie więźnia na Couruscant. Ale mamy jeszcze nieudany zamach na karku i istnieje nieco większa szansa, że pozwolą nam przesłuchać tych bandytów.
- Zatem chodźmy, zanim pan Asdojhutyjik (tak, tak wiem, źle napisałam) każe ich zabić - zakończył Wybraniec

***

Lux kręcił się niespokojnie po swoim domu. Zamach na pałac królewski miał miejsce dobrą godzinę temu, a Jedi nadal nie było. Nie tyle martwił się o Skywalkera i Kenobiego co o Ahsokę, która na pewno była z nimi. Nie chciał, żeby coś jej się stało. Nagle jego holokomunikator zabrzęczał.
- Senatorze Bonteri, jest pan pilnie wzywany do budynku senatu. Jedi pokonali jakiegoś sitha i pan Asdojhutyjik chce go przesłuchać w obecności wszystkich - oznajmił jakiś osobisty lokaj pana prawnika
- Oczywiście, zaraz będę - odpowiedział chłopak i zakończył połączenie - Wrócili. A jeśli Jedi żyją, to Ahsoka też - powiedział jeszcze do siebie.

***

- Anakinie! - zawołał Obi-Wan
- Co znowu? - spojrzał na starszego Jedi
- Zaraz odbędzie się przesłuchanie tego sitha i mamy pozwolenie na obecność na nim.
- Cudownie. Czyli następne pół dnia będziemy czekać, aż politycy stwierdzą, że zadając ciągle jedno pytanie i tak nic nie uzyskają?
- A tobie co się stało? Jeszcze godzinę temu miałeś zamiar sam go przesłuchać - zdziwił się Kenobi
- No tak, ale ja to ja, a wkurzający politycy, to wkurzający politycy - odparł Skywalker wstając
- Cóż, mimo wszystko, może czegoś się dowiemy - powiedział optymistycznie Stejwończyk, wychodząc z pokoju
- Z naciskiem na może, a morze jest głębokie i szerokie - mruknął Wybraniec wychodząc za ex mistrzem

    Pół godziny później rozpoczęło się przesłuchanie Sarxa. Zgodnie z przewidywaniami Anakina sith uparcie nie odpowiadał na zadawane po raz setny pytania.
- Nic z tego nie będzie - mruknął Skywalker po godzinie - nie powiedział nawet jak się nazywa
- To było takie pytanie? - zdziwił się Obi-Wan
- Nie wiem, to ty tu jesteś od słuchania polityków - odparł Wybraniec
- Mógłbyś się nauczyć też tego słuchać. Ja się skupiam na zajrzeniu temu sithowi do głowy - powiedział starszy Jedi
- A udało ci się? - spytał młodszy
- Nie. Ale mógłbyś pomóc - odpowiedział Stejwończyk zamykając oczy.
- Hmm, to w sumie lepsze niż słuchanie tego bełkotu - stwierdził rycerz i skupił się na zajrzeniu wgłąb umysłu sitha.

***

Przesłuchanie trwało już półtorej godziny, a pojmany mężczyzna nie odezwał się ani słowem. Lux zaczynał się powoli niecierpliwić. Ten człowiek był uparty nawet jak na separańca.
- Pytam po raz ostatni, dla kogo pracujesz?! - wrzasnął pan Asdojhutyjik
- Och, wątpię, żeby był to ostatni raz. Będziesz pytał póki nie odpowiem - odezwał się ku zdziwieniu wszystkich Sarx
- Jak śmiesz tak do mnie mówić?! Wiesz kim jestem?
 - Jakimś skorumpowanym politykiem. A ja nie mam zamiaru odpowiadać na cokolwiek, póki twoi Jedi próbują włamać mi się do głowy - odpowiedział spokojnie sith
- Co to ma znaczyć?! - prawnik zwrócił się do Anakina i Obi-Wana
- Nie mam zielonego pojęcia. Prawdopodobnie usiłuje się wykręcić od odpowiedzi - odparł spokojnie Kenobi, szturchając Skywalkera
- Na pewno, wszyscy Separatyści tak robią - potwierdził Wybraniec, przestając włamywać się do umysłu Sarxa
- Teraz dużo lepiej, ale kłamać to wy nie umiecie nędzni Jedi - powiedział szyderczo mężczyzna
- Nie będziesz to wyzywał Jedi, tylko odpowiadał na pytania! - krzyknął Zomvin
- Twoje nędzne pytanie bez sensu? Powiem wam tyle, że jesteście zgubą sam dla siebie. Mój mistrz już dawno wszystko zaplanował. Wasza Republika już niedługo upadnie, a wy wszyscy zginiecie.
- Czy to ty jesteś odpowiedzialny za dzisiejszy zamach? - spytał polityk ignorując wypowiedź
- A ci nędzni przestępcy wam tego już nie powiedzieli? - odpowiedział pytaniem sith zbijając prawnika z tropu
- Czy miałeś jeszcze innych wspólników? - Wyrwał się jakiś senator
- Chodzi wam o tą smarkulę Jedi? W życiu nie zniżyłbym się do poziomu współpracy z Jedi - odparł spokojnie Separatysta. Nagle przesłuchanie przerwało pikanie holokomunikatora. Ktoś poprosił o podejście pana prawnika, któy po chwili rozmowy znów odwróciła się twarzą do zebranych.
- Otrzymałem właśnie zlecenie od Kanclerza Palpatina, by przetransportować więźnia na Coruscant, gdzie odbędzie się jego proces. W związku z informacjami, które przed chwilą otrzymaliśmy, uniewinniam też Ahsokę Tano - to zdanie wypowiedział z lekkim oporem - Zamykam posiedzenie, do widzenia.
- Czyli wracamy do domu? - zapytał Anakin Obi-Wana
- Cóż, negocjacje teoretycznie się jeszcze nie skończyły, ale większość rządu pewnie poleci na Couruscant, więc zapewne tam się one skończą. Po za tym ktoś musi pilnować tego sitha w czasie podróży, a skoro Jedi są na miejscu to czemu by nie mieli to być oni? Wobec tego prawdopodobnie tak - odpowiedział Kenobi
- To dobrze.

_______________________________________

Hejo!!!!!
Ludzie, piszę ten rozdział od ponad tygodnia i w końcu udało mi się go skończyć. Właściwie miałam zamiar napisać więcej, ale wyszło mi tak, więc chyba tamto trochę rozwinę i napiszę dodatkowy rozdział., a potem będzie chyba BUM. Ale bez spoilerów.
Nie wierzę, że to mój pierwszy rozdział w tym roku szkolnym. Czuję się jakbym chodziła do gimnazjum już o wiele dłużej niż półtora miesiąca. Ale przynajmniej mam spoko szkołę i klasę. A jak u was?
Dobra, ja już nie zanudzam i idę oglądać Piratów z Karaibów.

Dedyk dla:
Takich dwóch osóbek z mojej klasy, które zapewne tego nie czytają, ale wiem, że też uwielbiają SW

NMBZW!!!